PL
EN
zoh_115 Kup CD / Kup Digital Sample
Numer katalogowy

ZOHAR 115-2

Data premiery

01/02/2016

Formaty

CD |

MICROMELANCOLIÉ / STROM NOIR

49°05’19,3″N 22°34’04,0’E

Płyta o enigmatycznym tytule „49°05’19,3″N 22°34’04,0’E” jest owocem kolaboracji dwóch artystów związanych na stałe z Zoharum, czyli Emila Mat’ko aka Strom Noir ze Słowacji oraz Roberta Skrzyńskiego aka Micromelancolié z Polski. Obydwaj mają na koncie dwie płyty oraz udział w kilku kompilacjach wydanych w naszych barwach. Ich wspólny album to dzieło zawieszone pomiędzy dwoma stylistykami penetrowanymi w ramach ich solowych projektów, a jednocześnie doskonale się uzupełniającymi. Po jednej stronie mamy gitarowo-elektroniczne pasaże tak charakterystyczne dla stylistyki Strom Noir, z drugiej preparowane z usterek i odrzutów soniczne struktury eksplorowane od kilku lat przez Micromelancolié. Dwie kompozycje bez tytułów biegną niespiesznie i są kontemplacją miejsc oddalonych nieco od miejskiej cywilizacji. „49°05’19,3″N 22°34’04,0’E” to pocztówka dźwiękowa z takiego tajemniczego tytułowego miejsca. Gdzie ono jest? Odpowiedź jest i w samej muzyce, jak i we współrzędnych stanowiących tytuł tego kolaboracyjnego krążka.
Płyta została wydana w formie ecopaku i jest ściśle limitowana do 300 egzemplarzy. Obrazy na okładce oraz projekt zostały wykonane przez Wiktora Jackowskiego. Za mastering odpowiada Michal Iliaš.

IMAG2857

Tracklista

1. Untitled
2. Untitled

Recenzje

Vital Weekly
Two times we have here the world of drone music but both of these releases arrive from a
different place. Which place that is, might be given in the title of the release by Strom Noir,
also known as Emil Mat’ko from Slovakia and Robert Skrzyński otherwise called Micromelancolié from Poland. When Hands To had a release with a geographical location in it’s title I tried to look it up, and I think I failed, so I didn’t bother this time. There are two lengthy pieces on this release and apparently we hear the guitar and electronics of Strom Noir and „the sonic structures prepared from defects and scraps that has been explored for several years by Micromelancolié”, which I assume to be the sounds that drift about, which sound like far away objects, bit of metallic sounds, covered with a fair of reverb dust. I must admit I don’t know that much music by Micromelancolié, but overall I thought it sounded like Strom Noir had the biggest part in the production; glacial like drone music moves very majestically, like big icey mountains in a polar sea. That’s the overall sound, and there is the sound of metallic debris of ancient ships that every now and then collides against the iceberg, and sometimes against each other. It makes up a work that is quite all right. It is nothing like something exceptionally new in the world of drone music but it sounds well made, with enough creative input of their own

ChainDLK:
The coordinates of the enigmatic title „49°05’19,3″N22°34’04,0’E”, according to Google Maps, refers to a place at the borders between Poland and Ukraine or it could be a place between Poland and Slovakia, the countries of the two artists responsible from this release, Strom Noir and Micromelancolié. The cover art is an hint on fingerprint as the theme of the release, not only cartography as it’s based on an altimetric chart, so it could be a metaphor of security concerns related to migratory flux.
The first track, or part, of this release starts with a drone which is juxtaposed by field recording from something walking and a whistle introduces the first sparse note of the guitar of Strom Noir and suddenly the atmosphere became darker and a sense of stillness pervades the listening as something has to happen. In fact, there the depiction of the exploration of an uninhabited area or a moving from a city and, so, the track ends with sparse noise and the reverberated sound of the guitar upon a bright drone which slowly evolves and fades. The second part of this release starts with a drone that evolves on a crescendo while the underlying field recordings continues to generate that sense of exploration and, after its peak, it became to descend upon some metallic samples as someone plants a pole or a fence as this recording is present when the drone ends to close this release with the last beat on the fence.
The sense of work of art is on the ambiguity which alludes to something outside of it and challenges the listener. This release could be a report of an exploration or about a reflection on borders that are strengthening every day passing. This is obtained from a series of subtle interactions between samples, sound and artwork and it’s something aiming to something else than a mere work on a codified form. Almost a masterpiece.

NonPop:
Wenn zwei Electronica/Ambient-Künstler zusammenarbeiten, dann darf man in aller Regel erwarten, dass eine musikalische Mischung aus beiden Klangwelten entsteht. So ist das jedenfalls bei STROM NOIR und MICROMELANCOLIÉ, die sich zu einer Zusammenarbeit zusammenfanden. Um einen Zugang zum Werk des polnisch/slowakischen Duos zu bekommen, kann es hilfreich sein, den etwas kryptischen Albumtitel zu enträtseln. (Achtung: Spoiler!) Gibt man den unschwer als geografische Landmarke zu erkennenden Titel in übliche Suchmaschinen ein, so landet man beim Nationalpark Poloniny, der sich im Osten der Slowakei befindet und der am Dreiländerpunkt Slowakei/Polen/Ukraine zu finden ist. Mit diesem Hintergrund werden die eingebauten Field-Recordings (fließendes Wasser, etc.) in einen Zusammenhang gestellt, der sich mitsamt der sonstigen Klanglandschaften zu einem größeren Bild verbindet.
Insgesamt lebt das Album, das lediglich aus zwei langen Stücken besteht, von einem zumeist leuchtenden, schwebenden Klangbild, wobei sich der Soundteppich immer wieder wandelt, man also quasi den Blick über die Landschaft gleiten lässt. Dieses Blick-schweifen-lassen weist auch auf das zentrale Gefühl beim Hören hin – Ruhe. Das gesamte Album strahlt eine innere Ruhe und Entspanntheit aus, die passend zum behandelten Objekt ist. Wer also abgründige Sounds, Dynamik oder Rhythmen sucht, ist hier falsch. Andererseits fehlt dem Sound damit aber auch ein gewisser Wiedererkennungswert, zumal das Sounddesign nicht außergewöhnlich bemerkenswert geraten ist. Insofern bleibt ein angenehmes Album, dem leider eine gewisse Nachhaltigkeit abgeht.

1uchem 1 okiem:
Jeśli awangarda może mieć swoją muzykę relaksacyjną, to duet Emila Mat’ko aka Strom Noir ze Słowacji oraz doskonale znanego czytelnikom 1/u/1/o Roberta Skrzyńskiego aka Micromelancolié, mógłby stać się sztandarowym projektem tego nurtu.
Dwie kompozycje składające się na płytę „49°05’19,3″N 22°34’04,0’E” nie wychodzą poza schemat dronowego ambientu łączącego w sobie elementy akustyczne i elektroniczne, oraz rzecz jasna field recording. Filarem kompozycji jest melancholijny wibrujący dron, ciągnący się na przestrzał obu kompozycji. Mieni się on jedynie odcieniami, przybierając świetliste i mroczne odcienie. Jego zmysłowemu wybrzmiewaniu towarzyszy glitchowy kurz, nagrania terenowe i subtelne szemranie obiektów. Czasem jakaś prymitywna melodia na syntezatorze, czy urwany akord akustycznej gitary rozmazujący się niczym fatamorgana w pustynnym krajobrazie. Pulsują pastelowe pogłosy, którym wtóruje świergot ptaków, szum fal, gwizd. Koncepcja przechyla się na stronę new age’wego kiczu i muzyki tła, jednak na tyle, że nie odnosi się wrażenia ckliwości, czy tandety. Nad nagraniem unosi się melancholijny spleean, o słodko-gorzkim posmaku. To kraina łagodności ujęta w kwasowym widzie, z psychedelicznymi kolorami i zaburzeniami proporcji. Omamiający miraż, namiastka ulotności. Utopijna kraina, której współrzędne geograficzne podane w tytule nie istnieją poza wyobraźnia twórców i słuchaczy.
Narracja pozostaje płynna, ekspresja niewymuszona, a dramaturgia sinusoidalnym dryfem tężeje i rozpływa się w plamach i pogłosach. To wszystko sprawia, że materiał nabiera właściwości terapeutycznych, relaksujących, skłaniając do swobodnej kontemplacji i śnienia na jawie. Więcej słów na temat tego wydawnictwa byłoby już laniem wody. Zachęcam jednak do skosztowania tego zakazanego owocu. Do zachłyśnięcia się czarem krainy łagodności w wersji alternatywnej. Kuszące.

Club|debil:
Das vorliegende Album ist das Ergebnis einer Zusammenarbeit des slowakischen Musikers Emil Maťko (Strom Noir) mit Robert Skrzyński (Micromelancolié) aus Polen. Die geografischen Daten, als die man den Titel lesen kann, verweisen auf „Unnamed Road, Stuzhytsya, Zakarpats’ka oblast, Ukraine, 89010“. Touristisch scheint es dort in der transkarpatischen Bergregion nicht ganz uninteressant zu sein (http://www.carpathianroad.eu/en/discover/stuzhytsya-village), als eine Art Werbung sollte man die Platte aber nicht missverstehen, dafür ist das Ganze zu kodiert. Auch die Mischung aus den höchstwahrscheinlich der Karte entnommenen Höhenlinien und einem Fingerabdruck wird kaum jemanden zur Reise animieren. Das Artwork steht sicher für eine Art Ort, an dem der Mensch zu sich selbst findet, abseits des Stresses der Zivilisation.
Ob die heulenden Tiere, die zu Beginn von Stück 1 zu hören sind, nur gewöhnliche Straßenköter sind oder doch Karpatenwölfe, kann ich nicht sagen; nach dieser kurzen Verunsicherung lauschen wir entspannten, sphärischen Drones, über die Geräusche wie von Radfahren oder Wandern gelegt sind. Da wird mal gewürfelt, mal gepfiffen, mal was erzählt, eine Tür bedient oder mit der Fahrradklingel gebimmelt. Vielleicht steckte das Mikrofon bei diesen Tätigkeiten in der Jackentasche, die Nebengeräusche deuten darauf hin. Hinzu kommt noch ein kleines Vinylartiges Knistern. Mit zunehmender Speildauer treten die „Nebengeräusche“ immer mehr in den Hintergrund und die Drones schichten sich zu einer Schwebung.
Stück zwei geht den umgekehrten Weg, weg von der reinen Drone-Schwebung zu immer klareren einzelnen glockenartigen Drones. Garniert wird das Ganze dann mit Geräuschen, die klingen, als wenn jemand mit diversen Gegenständen hantiert – ein Stock, der zur Seite gelegt wird oder eine Holzfläche berührt, ein scheppernder Metallkessel – irgendwie erinnert mich das ein wenig an Sky Burial.
Leider gibt es keinerlei Hinweis darauf, welcher Künstler für welches Stück verantwortlich ist oder ob die beiden hier zusammen gewirkt haben…

Ver Sacrum:
Altra uscita della prolifica Zoharum: questa volta si tratta di una collaborazione fra 2 artisti avvezzi a frequentare la label polacca ovvero di Emil Mat’ko meglio conosciuto come Strom Noir e di Robert Skrzyńsk noto per la sua attivita’ sotto la sigla Micromelancolie. Numerose sono in effetti le partecipazioni dei 2 a varie compilation oltre ad aver entrambi all’attivo un paio di album pubblicati sempre dalla Zoharum. Il disco in oggetto ha il curioso e bizzarro titolo di 49°05’19,3″N22°34’04,0’E: i 2 musicisti hanno di fatto fuso le loro caratteristiche peculiari in questo progetto: da una parte troviamo cosi’ i drones peculiari di chitarra e elettronici di Strom Noir mentre dall’altra le tipiche sonorita’ trattate di Micromelancolié basate su strutture derivate dalla manipolazione di vari frammenti sonore. Il disco e’ composto da 2 lunghe composizioni senza titolo: le ambientazioni sono nel segno dell’immobilita’ piu’ assoluta: possiamo ascoltare lente evoluzioni di loop che ci fanno visitare luoghi immaginari perduti al di la’ del tempo e dello spazio. Sembra una sorta di viaggio alla ricerca di un segreto che forse e’ quello contenuto nel titolo stesso. Tutto e’ etereo e impalpabile nell’universo evocato in 49°05’19,3″N22°34’04,0’E: le atmosfere sono estremamente minimali e rarefatte. Mi viene in mente l’opera di William Basinski, un artista che ha fatto delle strutture lente e circolare una vera e propria forma d’arte e penso in particolare ai suoi famigerati ‘The Disintegration Loops”. Le stratificazioni sonore riescono realmente a creare una sensazione di smarrimento e la musica riesce ad evocare il suono del Vuoto Cosmico. Chi segue la musica sperimentale, l’ambient e le produzioni di casa Zoharum sa sicuramente cosa aspettarsi da un disco come 49°05’19,3″N22°34’04,0’E che riesce ancora una volta a fare centro confermando tutto il valore di questi artisti e del loro costante lavoro di ricerca. Consigliato caldamente ai viaggiatori psicoacustici

Felthat
An excellent work of joined Robert Skrzyński and Emil Ma’tko forces from invaluable Zoharum label.
A pool of sounds near swanky villa of deteriorated phantasms, somesuch implausibility of how much we strain ourselves to differentiate the jigz and spins of the drone waves together with guitar ambience laden with sound manipulations create a soundtrack for passing through the stations of imaginary journey from godforsaken land somewhere amidst thorny and scrubby cliffs of consciousness.
This material bears something that is timeless, is a link between the classic approach of composing different structures and yet keeping everything in reign of quite an experimental stance.
As always both artists keep high level of artistic awareness and mastering of their own talents.

FYH!
Roberta Skrzyńskiego dalsze zagraniczne korelacje. Tym razem Micromelancolié nagrywa ze Strom Noir, czyli pochodzącym ze Słowacji Emilem Mat’ko, dla którego to kolejna płyta dla Zoharum. Eteryczny ambient miesza się z easy-listeningiem, a nad wszystkim, a raczej pod pod wszystkim rozciągają się drone’owe pasaże i glitchowe zgrzyty, które ubarwiają te dwa utwory składające się na 49°05’19,3″N 22°34’04,0’E’. Tylko dwa? Tak, ale całość trwa pięćdziesiąt minut i dwadzieścia sekund. Równiusieńko. OK., to na czym polega magia tego wydawnictwa?
Magia, he he. Najgorsze słowo, jeśli chodzi o opisywanie muzyki. Ale cóż, czasem trzeba. Więc siła 49°05’19,3″N 22°34’04,0’E’ to przystępność wydawnictwa. Jego przyjemny wydźwięk. Relaksacyjny to chyba dobre określenie na charakter płyty. Dwa długie nagrania z miejsca powinny odstraszyć – „tyle słuchania?!” – ale nie bójmy się. Micromelancolié i Strom Noir dobrze zmontowali materiał; nudzić naprawdę się nie da. „1” to jeden dryf na klawiszach z różnymi wplecionymi motywami. Stąd złapiemy się na krótkie pogwizdywanie pod nosem, rosnące i opadające fale syntezatorowego ciepła, wrzucone uderzenia dzwoneczków, jakieś tribalowe postukiwania, motyw pisania na maszynie (do pisania). Tę sielankową atmosferę przerywają co jakiś czas (dwukrotnie) drone’owe wejścia, które obniżają temperaturę nagrania, by odrobinę zmienić i sam temat, czyli rozkręcone synthy. I tak naprawdę od dwudziestej trzeciej minuty mamy ten sam motyw, który najbardziej kojarzyć się może z twórczością Stag Hare, o którym kilka lat temu pisało się na FYH, a który potem trochę przygasł i o którym się zapomniało. Nowa płyta polsko-słowackiego duetu to też miła okazja, by odświeżyć stare nagrania Amerykanina i sprawdzić, co na bandcampie pochodzący z Utah producent dorzucił przed paroma miesiącami.
I „2”. Utwór sporo krótszy od otwierającej płytę jedynki. Po subtelnym zakończeniu, takim przygaszeniu klawiszy w ostatnich sekundach „1” otrzymujemy rozedrgany pogłos jako podstawę i wspinającą się stopniowo melodię. Ta w pewnym momencie obiera właściwy kurs, na który po chwili nachodzą drone’owe przestery, rozmywając kolejny raz sprezentowaną muzyczną sielankę. Nie żeby Skrzyński i Mat’ko jakoś szczególnie się tutaj natrudzili, bo „2” tak nie brzmi, ale rozkręcony efekt robi swoje – przyciąga uwagę słuchacza, który z tego niby bezładu próbuje wydedukować, który dźwięk ma pierwszeństwo – czy te szumy, czy przebijające się organy. Klawisze jednak wygrywają, bo po chwili umacniają swoją pozycję, przechodząc w ambientowy ciąg, nieczysty w swoim brzmieniu, ale jednocześnie na tyle przejrzysty, że idealny do leżenia plackiem i kontemplowania. Strom Noir i Micromelancolié raczej bawią się formą, oscylując wokół tych samych schematów. Tych samych, użytych rzecz jasna na 49°05’19,3″N 22°34’04,0’E’. W końcówce mamy też metaliczne odgłosy, raczej stonowane i wpasowane w organową narrację, to samo zresztą z motywem skapującej wody, który gdzieś tam się pojawia, choć mogą to być i inne dźwięki. Tak czy inaczej, dość dobra płyta, by słuchać kilka(naście) razy, ale nie aż tak mocna, by wpisać sobie do kajecika osiem wykrzykników obok tytułu (49°05’19,3″N 22°34’04,0’E’ – gdyby ktoś zapomniał)…
…siedem to wystarczająca liczba i jednocześnie zachęcająca, by Skrzyński i Mat’ko skonstruowali jednak coś ciekawszego. Do poziomu Invisible Paths, gdzie Micromelancolié wspomógł Norweg Sindre Bjerga, który do ambientowych ciągów dorzucał dawkę różnych absorbujących przeszkadzajek, niestety kawałeczek. Ale i tak nie można nie znać. Zwłaszcza gdy chce się być na bieżąco z rodzimym eksperymentem.

Darkroom:
Collaborazione polacco-slovacca messa a punto da Robert Skrzynski ed Emil Mat’ko, due autori prolifici e
relativamente giovani a livello artistico, di norma avvezzi alla costruzione di architetture sonore basate su
field recordings e suoni manipolati elettronicamente tesi a dar vita a sfondi ambientali evocativi.
„49°05’19,3″N22°34’04,0’E” prende vita dal luogo indicato dalle coordinate: il parco nazionale Poloniny,
situato al confine tra Slovacchia e Ucraina, location ideale per perdersi in un contatto pieno con la natura.
L’album consta di due lunghe tracce monolitiche e suadenti: la prima ha un imprinting iniziale di provenienza
ambient, fatto di toni soffici e glaciali picchettati da rumori ricavati da una realtà incontaminata. Il
pezzo assume sulla distanza un andamento ipnotico grazie alla sua fluidità perpetua, che trasmette sensazioni
di scorrimento continuo con esiti rilassanti. Nel corso dello svolgimento i toni si fanno plumbei, con
sprazzi di oscurità enigmatica ed atmosfere che rimandano all’esplorazione di territori remoti ai confini
della realtà. I drones poetici ci cullano verso qualcosa di sconosciuto mentre piccole nenie, miste allo
sciabordio di acque, infondono una calma totale. Il secondo brano punta da subito su drones luminosi e
pulsanti percorsi da temi melodici e riflessivi. Piccoli frammenti noise evocano tranquillità fino
all’entrata di tonalità più cupe che accompagnano, attraverso movimenti lenti e sinuosi, ad un placido
spegnimento sonoro. Estatico e impalpabile, giocato su una sinfonicità accennata e su flussi tonali
scintillanti, „49°05’19,3″N22°34’04,0’E” focalizza l’attenzione sulle emozioni suggerite da un luogo unico,
reso a livello sonoro con un’enfasi che punta a descrivere l’impossibile sfiorando soluzioni di marca
space-ambient. Non troppo distante dagli esiti di molti lavori simili, ha il suo punto di forza nel
riferimento spaziale circoscritto e nella fantasia che lo stesso scatena negli autori. Confezione piacevole
in un digisleeve a sei pannelli per una tiratura limitata a 300 copie.

http://zoharum.com/wydawnictwa/4905193n-2234040e/
http://zoharum.com/wydawnictwa/invisible-paths/
http://zoharum.com/wydawnictwa/it-doesnt-belong-here/