PL
EN
Kup CD / Kup Digital Sample
Numer katalogowy

ZOHAR 114-2

Data premiery

01/02/2016

Formaty

CD |

FEINE TRINKERS BEI PINKELS DAHEIM

A Bug’s Life

Jürgen Eberhard aka Feine Trinkers Bei Pinkels Daheim obchodzi 25-lecie pracy artystycznej pierwszym pełnowymiarowym krążkiem w Zoharum zatytułowanym ”A Bug’s Life”. Wnikliwi obserwatorzy naszych działań na pewno znają jego nagrania, chociażby ze wspólnego winylowego singla ”Both Sides of The Looking Glass” dzielonego z duetem Bisclaveret czy z kompozycji ”Enigmatic Visions”, która pojawiła się na okolicznościowej kompilacji ”07|100|15”.

”A Bug’s Life” to dziesiąty pełny krążek w dyskografii Feine Trinkers Bei Pinkels Daheim. Powstawał, podobnie jak poprzednie, przez kilka lat i jest kolejną świadomą wypowiedzią artystyczną. Siedem zawartych tutaj kompozycji ma kolażowy charakter i spotykają się w nich echa post-industrialnego ambientu, muzyki drone, musique concrete, nagrań terenowych, a nawet plunderphonics. Na pierwszym studyjnym albumie od czasu wydanego w 2011 roku ”Die Legende Vom Heiligen Trinker” Jürgen Eberhard świadomie kontynuuje dźwiękowe poszukiwania na dość wyeksploatowanym terenie i udaje mu się ominąć pułapkę pustych eksperymentów. ”A Bug’s Life” jest jednocześnie płytą klimatyczną, a nawet przystępną oraz dźwiękowo rozbudowaną i wymagającą od słuchacza.

Płyta została wydana w 3-panelowym ekopacku w ściśle limitowanym nakładzie 300 szt. Okładkę zaprojektował Maciej Mehring na bazie obrazów Macieja Nabiałka.

IMAG2849

Tracklista

Dokugumon
Grankuwagamon
Kuwagamon
Metallifekuwagamon
Ookuwagamon
Sandyanmon
Tentoman

Recenzje

FYH!
Feine Trinkers Bei Pinkels Daheim w końcu pełnoprawnie, czyli z długogrającym albumem, w Zoharum. To ważna wiadomość, bo smaku narobiły już utwory „Both Sides of The Looking Glass” i „Enigmatic Visions”, które pojawiły się na splicie z Bisclaveret (kawałek numer jeden) i kompilacji 07|100|15. Jeśli dodamy do tego fakt, że A Bug’s Life to dziesiąty studyjny krążek Jürgena Eberharda, mamy pełen obraz na to, jak ważne jest to wydawnictwo. I jednocześnie ciekawe, czego oczywiście po tych suchych faktach nie wyłapiemy, ale sama muzyka oraz, co mam nadzieję, ten opis udowodnią.
Feine Trinkers Bei Pinkels Daheim plecie swoje opowieści różnymi nićmi, wykorzystując sporą paletę barw. Wzory A Bug’s Life są halucynogenne i tajemnicze, a co najważniejsze – skupiające. Bo niemiecki producent, jak to ma w swoim zwyczaju, łączy wiele wątków, i nie zawsze są to rzeczy tylko muzyczne. Odgłosy przestrzenne, pogłosowe, nagrania terenowe, zabawa z dźwiękiem i głosem momentalnie. Do tego melodie – żywe, skoczne – wplatane do tych posępnych kompozycji, w których pojedyncze plamki łączą się z innymi, tworząc spójną całość. Jürgen Eberhard stawia na rozbudowane struktury, rozbudowane pod względem i czasu, i konstrukcji. Niby to proste utwory, oparte na szumach lub rozciągniętych partiach syntezatora, ale to tylko złudzenie spowodowane długości nagrań. Odpalamy kawałek, a on trwa, trwa, trwa w najlepsze; i może się wydawać, że ta muzyka się ze sobą zlewa, że brak w niej motywów wybijających się. I będzie to prawda, jeśli choć na moment wybijemy się ze stanu skupienia. To słowo klucz przy A Bug’s Life.
Przyznam, że wielokrotnie siadałem do tego albumu i wielokrotnie też zajmowałem się innymi rzeczami. Efekt? Zgubione wątki, brak jakichkolwiek doznań poza tym, że „było fajnie”. Rzecz tyczy się jednak tego, by A Bug’s Life słuchać w całości, bez absorbowania innymi sprawami. Wtedy płyta Feine Trinkers Bei Pinkels Daheim traci, a wręcz nic z niej nie wyciągamy. Niemiec zdaje się mówić: Swoją muzykę kieruję do inteligentnych słuchaczy. Słucham? Wierzę w inteligencję słuchaczy. Prawda to. Więc skupmy się i nie zawiedźmy Eberharda.
„Dokugumon” zaczyna się wokalnym samplem dotyczącym robaków, to zresztą nie dziwi, gdy spojrzy się na tytuł płyty. Do ładnego głosu lektorki, który szybko się urywa, dołącza wesoła melodyjka akordeonu, której towarzyszą drone’owe trzęsawiska. I tak szybko, jak się zaczyna, tak rozbujana, sielankowa atmosfera szybko się kończy na rzecz typowej muzyki konretnej. Feine Trinkers Bei Pinkels Daheim wykorzystuje nagrania odgłosów różnych pomieszczeń, bo jeszcze w pierwszym utworze mamy dźwięki kapania wody o podłogę w jakimś pustostanie, różne trzaski, którym towarzyszą wznoszące się i opadające z gracją klawisze i brzmienie tajemniczych pogłosów, sprzężeń prądowych i uderzeń (jakby o blachę?metal? ciężko stwierdzić). Słuchając „Dokugumona”, ma się wrażenie obcowania w tym samym pomieszczeniu co Jürgen. Niby te dźwięki są odległe, jakby wydobywane czy to zza kotary, czy ściany, ale jednocześnie bliskie. Nawet przepuszczone przez reverbowe efekty sample wokalne ten efekt potęgują. Nagrania terenowe z ptasiego gniazda? Na wysokości gdzieś siódmej minuty można się tego skrzeku dogrzebać. „Grankuwagamon” wita się ze słuchaczami tajemniczym i dość eterycznym, nieco orientalnym śpiewem; przy zamkniętych oczach i podkręceniu dźwięku odgłosy ptaków i wokale budują naprawdę uwodzącą aurę. Feine Trinkers Bei Pinkels Daheim buduje swoje nagrania na różnych samplach, a te wokalne wplata umiejętnie, nawet jeśli są one chwilowe i urywane na rzecz prostych i jednostajnych szumów.
Te oczywiście nie trwają wiecznie, bo Niemiec nie wyrobiłby piętnastu minut w spokoju. Stąd często złapiemy pojedyncze ciągi na klawiszach, złowrogie sapania, rezonanse, dźwięki wygrywane na akordeonie czy smętnych smykach, aż w końcu spore ściany noise’u (druga część „Grankuwagamona”). Niesamowitym, a wręcz karkołomnym zadaniem jest próba złowienia wszystkich dźwięków, które Jürgen powrzucał do swoich utworów. Bo raz, że są one na tyle długie, że mogłyby stanowić kilka krótszych, a dwa, że jest tego tak dużo, że wyszłaby z tego praca na habilitację. Wielowątkowość? Jeszcze jak; te nagrania przybierają tak rozległe formy, że jakiekolwiek zabawy odpadają. Podobno FTBPD tworzył ten album kilka lat (podobno wszystkie powstają bardzo długo), ale w to nie ma co wątpić; nie zdziwiłbym się. Taki „Kuwagamon” rozpoczyna jeszcze kilkadziesiąt sekund utworu wcześniejszego, dokładniej ciszy, jaka wybrzmiewa w końcówce, by przejść ze spokojnych i narastających świdrów w hałas wypełniony spowolnionym męskim wokalem. Na zwolnionych obrotach wypada to dość makabrycznie i mocno jednocześnie. I fajnie, że Eberhard nie zmienił tonacji, bo zgiełk i drone’y pociągnął do końca utworu.
I tak właśnie wygląda całe A Bug’s Life. Zabawa formą i dźwiękiem. Ambient przeplatany drone’owymi motywami, które, gdyby kogoś skusiły rozmyte i senne synthy, pobudzają do dalszego słuchania. Rzucanie i rozbijanie albumu na dalsze tytuły utworów ima się z celem, bo nie o to tu chodzi. Dziesiąte wydawnictwo Feine Trinkers Bei Pinkels Daheim warto odtwarzać w całości, od początku do ostatnich sekund ciszy każdego z kawałków. Choć zdaję sobie sprawę, że określenie „kawałek” jest w tym przypadku nie do końca właściwe, to faktycznie A Bug’s Life można postrzegać jako zbiór różnej maści dźwiękowych kawałków. Porcji raz przystępniejszych (chociażby te wyrwane z kontekstu melodyjki), częściej depresyjnych czy niemalże grobowych. Nad całością unosi się dość mętnawa atmosfera,czy to postfabrycznych rejonów, czy bagiennych pejzaży, w których robaki żyją w najlepsze. Ale to fajne okolice, dźwiękowo bardzo rozbudowane, na pewno wymagające czasu na poznanie albumu w pełnej krasie. Słuchać można godzinami i dniami, próbując wyłapać te mikroszczególiki, tworzące raz, że nastrój, a dwa, że treść wydawnictwa. Bo tak jak życie zbudowane jest na pierdołach, tak A Bug’s Life charakteryzuje wiele różnych odgłosów, dźwięków i fraz, tworzących intrygującą całość.

Vital Weekly
Already going for twenty-five years is Germany’s Feine Trinkers Bei Pinkels Daheim, the musical project of Jürgen Eberhard and friends. Unlike so many others, the Trinkers aren’t very productive when it comes to releasing music, as ‘A Bug’s Life’ (isn’t that some animation movie? I am not looking that up) is their tenth full-length album. The cover says that the music was recorded with the sounds of insects, just like ‘bee, bumblebee, cockroach, midge, wasp, and dragonfly…’, which I found not easy to believe, mainly because I also hear human voices. These are no doubt from the guests on this album, such as Miss Polyester, Frau Kraushaar, btong, Genevieve Pasquier, Allseits vs Troum, Joke Lanz and Frl Linientreu. The drones created by the Pinkels are more of an industrial nature, using loops of acoustic objects, treated with lots of effects. Now the previous release by Strom Noir and Micromelancolié used a fair bit of reverb, with the Trinkers this sometimes gets too much. It adds a somewhat shrill effect to the music, like when you scrap a bunch of metal together in a very large and very empty industrial hall. It’s no doubt that kind of effect that the Pinkels want to have for their music; the vast desolate ancient industrial space. I must admit I have some problem with all of this. The vast amount of reverb used to create these pieces, the way some of the sounds are made, crude and noisy, the slowed down voices and sometimes you just think: what is this composition about? It may remind you of music by Nurse With Wound, but not as refined. It wants to paint a similar surrealist picture, through the collage of sounds, but for me just doesn’t work in a similar way, even when some of these pieces contain to some interesting insect sounds, and strange interceptions, such as the drums of ‘Sandyanmon’.
I enjoyed the release to some extent but I found parts of it not really that much for me. (FdW)

Redbull (Jarek Szubrycht)
Niemiecki producent Jürgen Eberhard, ukrywający się pod pseudonimem Feine Trinkers Bei Pinkels Daheim, proponuje muzykę opartą na brzmieniach natury ożywionej, ale efekt jego pracy jest zdecydowanie bardziej mroczny i amorficzny niż w przypadku Matmos. Może dlatego, że materia wyjściowa dla „A Bug’s Life” to – jak sam tytuł wskazuje – odgłosy owadów: pszczół, os, karaluchów, komarów, ważek… Chroboty, szmery, piski i inne dźwięki, których pochodzenia mogę się tylko domyślać, a których nijak nie potrafię nazwać, czasem są tu cienko rozsmarowywane na długich pasmach ambientalnego poszumu, innym razem rozjeżdżane głośnymi dronami, kontrowane pokracznymi partiami instrumentów czy śpiewem (albo jak w „Grankuwagamon”, czymś pomiędzy chrapaniem Dartha Vadera a deathmetalowym growlingiem) albo spiętrzone w żywą, noise’ową piramidę. Ale nawet kiedy jest cicho, nie jest bezpiecznie. Jeśli ta muzyka odpowiada rzeczywistości, życie robaków to żadna sielanka – raczej pasmo nieustających udręk i katastrof, gdzie nawet rzadkie chwile wytchnienia mijają im w dusznym cieniu zagrożenia. Co powiedziawszy, polecam album Feine Trinkers Bei Pinkels Daheim z całego serca. Może nie przed spaniem i może nie informujcie wszystkich domowników, że to insekty grają – ale chociaż raz warto zagłębić się w ten świat.

ChainDLK
As liner notes states, this Jürgen Eberhard’s project celebrated 25 years of artistic activity so his first full release on Zoharum is an hint of, even in times when net advocates states that everything is known or accessible, there’s always obscure gems to (re)discover. The musical offer by this project is an almost irksome blend of drone music and musique concrete and this album has been constructed using mainly sounds of insects.
The voice introducing “Dokugumon” states the starting point of this release as sound is important for mosquitoes as wings of males and females beats at different frequencies; after a moments of plunderfonia from perhaps a scientific program, the tracks really starts as a track rhythmically oriented where reverberated samples generate a sense of void filled by the fly of the mosquitoes from the left to the right channel. The first part of “Grankuwagamon” is based on field recording of a female singer suddenly overlooked by a drone halted by the recording a man hoarsely singing introducing a second part based on the alternation of subtle soundscape and almost harsh noises. The introduction of “Kuwagamon” is based on phrases that could be usually found on school text for English language and the rest of the track is based on the juxtaposition of insects sounds creating a wall of sound undermined by the resonances underlining their abstract form, at least for our habit. The first part “Metallifekuwagamon” sound almost ritualistic as his background is a song for voice and drum while his second part develops the same feeling from the samples of the insects using the sound of the wings as a drum pattern. “Ookuwagamon” let emerge something as a human voice from loops of samples while the first part of “Sandyanmon” develops rhythmic structures from a silence slowly developing into noise. “Tentoman” is based on a static drone acting as a background for field recording of water and closes this release with a question mark.
Instead of being a typical field recording release, it’s a complex work where noises and plunderphonic elements are used to generate the sense of a parallelism between the life of a bug and the life of a man in present times. The result is work of great depth but it’s something for someone willing to listen rather than hear something that could be superficially sound as an immersive soundscape but, in fact, is something else. Truly recommended but not for everyone.

NonPop
FEINE TRINKERS BEI PINKELS DAHEIM ist ein Projekt, das ja eher unregelmäßig in der Musiklandschaft auftaucht, dabei aber bereits recht langlebig ist. Das letzte reguläre Album von JÜRGEN EBERHARD unter diesem Banner erschien 2011. „A Bug’s Life“ – so hieß übrigens auch der Pixar-Film „Das große Krabbeln“ im Original – widmet sich dem Namen entsprechend den Geräuschen von Insekten, die Grundlage für die Soundgestaltung des Albums gewesen sein sollen. Hierbei sollte man aber kein dauerndes, möglichst naturnahes Gezirpe oder Gesirre im Kopf haben – quasi ein Field-Recording-Overkill, sondern Klänge, die extrem stark bearbeitet und verfremdet wurden, wobei am Ende dennoch der Charakter von Sounds, die von Insekten erzeugt werden – auch knisternde, schabende Geräusche –, erhalten bleibt.
Tatsächlich ist der Sound auf „A Bug’s Life“ aber relativ vielschichtig, teils auch wuchtig und massiv oder mit Drones durchsetzt, sodass das Ganze recht gut funktioniert und eben nicht an einen Abend auf der Terrasse erinnert. Auch Stimmen werden – verfremdet oder nicht – eingesetzt und Abwechslung kommt zusätzlich durch Stücke ins Spiel, die mit weiblichen Gesangslinien, die quasi als Zusatzinstrument fungieren, ausgestattet sind. Hier wäre wohl auch der Punkt, an dem man die Unterstützung von diversen Gästen wie u.a. MISS POLYESTER, FRL. LINIENTREU oder GENEVIÈVE PASQUIER erwähnen könnte. Das Klangspektrum reicht letztendlich von orientalisch angehauchten Sounds inklusive Rhythmus („Metallifekuwagamon“) bis hin zu düsteren Soundcollagen, die auch aufgrund der Bilder, die im Kopf entstehen, Unruhe auslösen können. Somit ist „A Bug’s Life“ eine spannende Sache für Freunde des Ambient oder der experimentellen Elektronik. Idee und Ausführung passen in jedem Fall hervorragend zueinander und die Qualität stimmt hier sowieso.

subjectivisten
Met de zwaar experimentele muziek ben ik door de jaren heen een stuk selectiever geworden, want veel ervan is experimenteren om het experimenteren, maar er zijn altijd van die artiesten die het verschil weten te maken. Dat geldt zeker voor de Duitse muzikant Jürgen Eberhard met zijn project Feine Trinkers Bei Pinkels Daheim. Hij timmert al zo’n 25 jaar aan de weg met zijn intrigerende mix van ambient, industrial, avant-garde, drones en veldopnames. A Bug’s Life zal ongeveer zijn tiende album zijn. Hij heeft hiervoor geluiden van insecten (bij, mug, hommel, kakkerlak, wesp, libel en meer) en andere (kettingzaag, veldopnames) gebruikt als basis voor zijn muziek. Daar doorheen mixt hij elektronica en maakt hij gebruik van gasten die soundscapes en zang leveren. Die zang wordt overigens op etherische wijze door het geheel gevlochten. Hij trapt daarbij niet in de valkuil door simpelweg lege, ondoorwaadbare experimenten te leveren, maar brengt op sfeervolle, duistere wijze klanklandschappen die voor de luisteraar nog te volgen en interessant blijven. Als een thriller, die door de herkenbare natuurgeluiden tastbaar blijft. Het geheel komt uit tussen drones, avant-garde, musique concrète, plunderphonics en ambient. Liefhebbers van Francisco López, Thomas Köner, Troum, The Tape-Beatles, Mandelbrot, Księżyc en John Duncan zullen er wel raad mee weten. Hoewel ik veel insecten niet van dichtbij hoef mee te maken, is dit prikkelende, bij-zondere album er één om te koesteren en een mooi glas op te heffen.

Darkroom Magazine:
Nei suoi venti anni di attività il singolare progetto germanico Feine Trinkers Bei Pinkels Daheim ci ha abituato ad un sound sempre fuori dal comune che, riagganciandosi sia alla sperimentazione campionata sia all’industrial, ha dato vita a produzioni che hanno poco a che fare con un’eventuale una canonizzazione stilistica. Questo nuovo lavoro arriva a distanza di ben 5 anni dal precedente “Die Legende Vom Heiligen Trinker” e viene incentrato sulla registrazione dei rumori emessi dagli insetti: mescolando field recordings, drones, voci ed altri samples ricavati da fonti naturali o da ulteriori ignote registrazioni, Jürgen Eberhard dà corpo ad un album astratto in cui sembra prendere il sopravvento l’improvvisazione o, in alcuni frangenti, una linearità ossessiva e loopata. In avvio viene inserita una spiegazione scientifica di alcuni comportamenti degli insetti cui segue una sorta di jingle festoso, forse a somiglianza del grande e ordinato movimento degli animaletti protagonisti. A seguire entrano in scena le dense concretizzazioni che caratterizzeranno tutto il CD, basate su una massificazione di elementi plurimi trasformati in toni lineari. Da qui scaturiscono immagini notturne (“Grankuwagamon”) dove i rintocchi sincopati degli insetti traducono una operosità infinita ed enigmatica, variata dall’inserimento (sembra) di qualche tema strumentale con effetti dissonanti. Le voci narranti tornano in accostamento con i drones, portando ad esiti misteriosi (“Kuwagamon”) prima dell’arrivo del pezzo più abbordabile (“Metallifekuwagamon”), forte di una struttura percussiva minimale e di un nenia cantata sfiorando una levità eterea estranea al resto dell’opera. Gli andamenti ritmici continuano anche in “Sandyanmon”, dove cinguettii accostati ad altri campionamenti naturali irriconoscibili si fondono in un andamento meccanizzato, fino a giungere ad un epilogo (“Tentoman”) in cui torna la dronica essenzialità astratta e unilineare frutto di una pressurizzazione delle fonti usate. Il progetto di Jürgen non fa sconti neanche in questa occasione, proponendo un lavoro difficoltoso dove risulta complicato anche l’accostamento tra tema e suoni, puntando verso un’impalpabilità totale degli elementi da cui scaturisce un disorientamento che rende ancor più complesso l’ascolto. Sperimentale all’eccesso, col rischio costante di perdere il controllo del tutto. Confezione elegante in digipak a sei pannelli e lunga lista di collaboratori coinvolti (Troum, Genevieve Pasquier ecc.), ma difficile capire in quali termini essi abbiano agito.
African Paper:
In der Geräuschmusik und überall sonst, wo mit Samples gearbeitet wird, sind Tiergeräusche eine beliebte
Soundquelle, und zu den gefragtesten Geräuschproduzenten zählen seit jeher Insekten – was wäre ein
sommerliches Kitschkolorit ohne das Zirpen von Grillen und Zikaden, und dass man aus dem Summen fliegender
Insekten Noise und elektroakustiche Musik machen kann, ist hinlänglich bekannt.
Beliebt sind Feldaufnahmen, bei denen die Sounds weitgehend naturbelassen bleiben und nur gelegentlich etwas
Struktur eingebracht wird wie bei Dave Phillips’ und Hasegawa Hiroshis “Insect Apocalypse” oder “The Progeny
of Flies” von Daniel Manche und Andrew Liles. Seltener sind Aufnahmen, bei denen die Sounds so stark
verfremdet sind, dass man ohne Hintergrundwissen die Quelle kaum erkennen kann. Etwas derartiges hat der
feine Pinkel, ähm: Trinker Jürgen Eberhard vor Kurzem unter dem Titel “A Bug’s Life” zustande gebracht.
Die komplette CD wirkt wie ein Zoom, bei dem die Kamera dem lebenden Objekt so nah auf den Panzer rückt, dass
man nur noch kleinteilige Strukturen in Übergröße erkennt, während größere Zusammenhänge nur noch zu erahnen
sind. Vieles klingt wie ins Monströße vergrößert: Maschinell klingendes Summen, dass zeitweise in Noisewände
übergeht, Detonationen, verursacht von einem enormen Insekt, das gegen eine überdimensionierte Scheibe
knallt. Zirpen und Flattern, das eher nach einem Vogel klingt, und dem Tier, dessen rhythmischer Flügenschlag
gegen Ende zu hören ist, möchte ich nicht im Dunkeln begegnen. So furchteinflößend es hier zugeht, hat die
bizarre Szenerie auch irrsinnig Komisches zu bieten.
Neben all dem gibt es zahlreiche Stellen, an denen kaum zu erkennen ist, ob die Aufnahmen ganz unkenntlich
gemacht wurden oder anderen, z.B. elektronischen Ursprungs sind. Dies gilt für geschliffenen Ambientsound und
zirkushafte Melodien ebenso wie für den entspannten Ethnosound, der irgendwann ganz überraschend eine
Sängerin begleitet (die meisten Stimmbeiträge von Geneviève Pasquier, Allseits vs Troum, Frl. Linientreu und
Joke Lanz sind spoken words). Ebenso gilt dies für monströses Brüllen, dass hoffentlich von einem Wirbeltier
stammt.
Aber warum eigentlich? Im Unterschied zu naturbelassenen Insektensounds lassen die Aufnahmen hier die Tiere
enorm groß erscheinen und brechen so mit gänigen Wahrnehmungsgewohnheiten. Die nachhaltige, über den bloßen
Schock weit hinausgehende Wirkung, kann im besten Fall in einem veränderten Blick auf das Tierreich münden.

Vital Weekly:
Russia’s Phurpa have been around a couple of times in these pages with their shamanistic music and on ‘Ritual Of Bön’ they explore the magical practices of ancient Tibet, Iran and ‘even’ Egypt and Bön is a “Tibetan religion, which self-identifies as being distinct from Tibetan Buddhism, although it shares the same overall teachings and terminology. It arose in the eleventh century and established its scriptures mainly from termas and visions by tertöns such as Loden Nyingpo.
Though Bon terma contain myths of Bon existing before the introduction of Buddhism in Tibet,”in truth the ‘old religion’ was a new religion”, as Wikipedia always comes in very handy. There is nothing in there about the music of Bön, and to the untrained ear that I have for this kind of thing it sounds like something that Phurpa does; lots of overtone chanting here, and very minimal in terms of percussion and or flutes. That’s not to say they are not there, but I think it’s pushedaway a bit; on the second side, ‘Long life’ it seems to be more present. It is not the kind of music that I play a lot, but when I do I always quite enjoy it; even if I may have very little affinity with the
underlying roots of the music. Enjoyed purely for what it is, I must say I had a great time. (FdW)

ChainDLK:
After their remarkable “Chöd” reviewed a couple of months ago, this russian project returns with the first part of their exploration of the rituals of Bön (a pre-buddhist tradition of the far east) continuing their rescue of a spiritual sense of music. For this means, they use traditional instruments and a music form unbased on the western concept of development and writings. This is music organized in prevalently static moments where timbre is moving instead of pitch.
When the traditional chant, which opens “Yan-Drub”, begins there’s a sense of spiritual rest, as it sounds as a continuation of the musical path of the previous releases. The quiet percussions in the background act as an introduction of the second part of the track based on aerophones with a lower volume so they barely embrace silence instead of the listener, as the first part did with the remarkable volume of the voice which returns in the final part of the track. “Long Life” starts in the same manner of the first side but the second part is based on chordophones, or so they sound, and percussion so they create an evocative sense of spiritual movement. An extremely silent part based on aerophones and small metallic resonances of the percussions has a sense of focus that is broken by the entrance of the didgeridoo accompanying the listener towards the end of the track asking a full concentration to appreciate the small movements of his sound.
This is music so “pure” at a linguistic level that requires complete cohesion with his listeners and could be inaccessible to people with listening habits rooted in the western concept of “expectation” as Phutpa requires “contemplation”. So this release is unrated, as it’s too extreme for the typical listener, but all fans of minimal music, with a proper attitude, will play this music until the vinyl is consumed.

Dark Entries
Rituele Tibetaanse boventoongezangen ondersteund door al even rituele instrumenten. Het is weer eens iets anders. Phurpa is een Russisch muziekcollectief en performance groep, die authentieke rituele muziek brengt uit de Bön traditie, een pre-boeddhistische sjamanentraditie uit Tibet. Daarbij maken ze dus gebruik van een uitgebreid gamma aan authentieke, rituele instrumenten en een speciale ‘tantrische’ zangtechniek van boventoonzang. Phurpa werd opgericht in 2003 door ene Alexei Tegin en is genaamd naar een rituele dolk en tevens godheid uit de Bön traditie. De bandleden van Phurpa bestuderen continu de oeroude Tibetaanse liturgische praktijken, rituelen en ceremonieën van deze traditie, zowel theoretisch als praktisch. Phurpa bracht sinds 2007 een redelijk onoverzichtelijk oeuvre uit met tapes, cdr’s, dvd’s, cd’s en vinylplaten, onder meer op Cyclic Law, Cold Spring en ook al een paar op het Poolse industrial en dark ambient label Zoharum. Het collectief maakt gebruik van een speciaal type van tantrische boventoon zang of chanting, genaamd gyukye (rgyud skad), van het Tibetaanse woord ‘rgyud’ (tantra) en ‘skad’ (stemgeluid). De zang is gebaseerd op het principe van de transmogrificatie van de beoefenaar tijdens de zangmeditatie. De techniek wordt verworven na intensieve training en omvat zowel uitgebreide meditatieve oefeningen als fysieke oefeningen: ademhalingstechnieken en vocale oefeningen. De speciale training omvat onder andere op je hoofd gaan staan terwijl je de zang oefent (zo zouden longen en stembanden efficiënter werken) en nog andere vreemde praktijken zoals het drinken van zwarte thee met chili peper en room (de pepers irriteren de stembanden zodat ze opzwellen en het vet van de room smeert ze). De vinylplaat “Rituals Of Bön I” kwam weer uit op Zoharum en bevat slechts twee lange tracks, op de A-kant “Yan-Drub” (24 minuten) en op de B-kant “Long Life” (21,5 minuten). “Rituals Of Bön I” werd opgenomen ‘live in the underground’ in Moskou in 2013. Naast de speciale dronende zangtechniek, te vergelijken met de welbekende diep brommende chants van Tibetaanse monniken, maken Phurpa ook gebruik van rituele Tibetaanse instrumenten. Het is echter de zang die overheerst. De instrumenten dienen veeleer ter ondersteuning en worden eerder spaarzaam aangewend. Zo bestaat de eerste helft van “Yan-Drub” uitsluitend uit de diepe, dronende chants en slechts halverwege de compositie komt de instrumentale ondersteuning. Die maakt vooral een ratelend geluid met veel percussieve effecten ook en het gebruik van een soort laag brommende hoorns. De muziek klinkt voor mijn westerse alternatieve oortjes als een soort etnische dark ambient drone. Het rituele instrumentarium van Phurpa omvat instrumenten als de dungkar (een hoorn gemaakt uit reusachtige zeeschelpen), de dungchen (een drie meter lange hoorn of trompet), de silnuyen (platte cymbalen), de nga (een dubbelzijdige trommel), de shang (een soort tamboerijn), de rolmo (een ander type cymbalen), de damaru (een trommel gemaakt van een mensenschedel) en de kangling (een trompet gemaakt van een menselijk dijbeen). Het lijkt op het eerste zicht wat luguber maar die mensenbeenderen vindt men op heilige plaatsen in het Tibetaanse hooggebergte waar men overledenen in een ceremonie achterlaat om opgegeten te worden door de roofvogels (een gebruik dan men ook terugvindt bij de Noord-Amerikaanse natives trouwens) en dat gemakkelijk te begrijpen is als men weet dat de grond in het koude Tibetaanse klimaat vaak veel te hard is om putten in te graven en het hout voor lijkverbranding schaars.“Rituals Of Bön I” is een vinylplaat gelimiteerd op 300 exemplaren. Het is een uitermate intrigerende plaat die ook erg meditatief en relaxerend is. Ik ga er al de ganse week mee slapen en heb mooie dromen.

VerSacrum
Continua l’opera di disseppellimento delle antiche tradizioni magiche del Tibet da parte di Phurpa, l’ormai mitico progetto i cui membri si sono dedicati, nel corso degli anni, all’esplorazione dei segreti occulti della religione tibetana Bön. Ascoltare un disco dei Phurpa è sicuramente un’esperienza particolare che vi metterà in contatto con la parte piu’ mistica del vostro essere: non siamo di fronte a un semplicelalvoro musicale ma a un vero e proprio rituale che recupera la secolare tradizione di oscure cerimonie celebrate in monasteri sconosciuti, situati in luoghi inaccessibili in lande che sfociano nel mito. E’ difficile anche fare una classificazione di un’opera come questo Rituals Of Bön I, prima parte di un ciclo che presenterà l’aspetto piu’ sacrale di questo particolare collettivo. Ed è proprio la parola “sacro” la chiave per penetrare nello spirito e nela filosofia di Phurpa. I lettori e gli appassionati di storia delle religioni e di autori come Mircea Eliade e René Guénon troveranno sicuramente pane per i loro denti: Rituals Of Bön I costituisce indubbiamente un chiaro e pratico esempio di quello che viene definito Tradizione: ascoltando questo antico rituale con il giusto appoccio si viene proiettati realmente in una sorta di trance mistica che ci fa sentire l’esistenza di una realtà metafisica piu’ vicina a noi di quanto possiamo immaginare. La strumentazione usata è particolare e comprende strumenti tradizioniali spesso costituiti da ossa umane. Il gruppo ha tenuto anche numerosi concerti, veri e propri viaggi mentali che riescono ad evocare da ere nascoste e luoghi inconcepibili per la mente umana antiche divinità e demoni di ere primordiali. Mi sento di consigliare Rituals Of Bön I a chi segue, in particolare, il ritual-ambient ma anche ai seguaci dei primi Curren t93 e dei Coil: nei loro primi dischi l’aspetto rituale era indubbiamente molto importante e questo disco non avrebbe sfigurato nella mitica serie Current 93 Presents di David Tibet.

VerSacrum

Jürgen Eberhard e’ un musicista elettronico attivo da anni con il monicker Feine Trinkers Bei Pinkels Daheim: ha alle spalle ben 9 album tutti ascrivibii al filone dell’ambient-industrial e della musica sperimentale. Per festeggiare i 25 anni della sua carriera artistica ha scelto di unirsi alla Zoharum – label con la quale era gia’ apparso in una compilation e in una collaorazione con Bisclavaret – per pubblicare il suo decimo lavoro intitolato “A Bug’s Life”. Si tratta di una sorta do concept dedicato all’affascinante universo degli insetti: tutte le tracce sono state create utilizzando i suoni di api, bombi, vespe, libellule, moscerini e scarafaggi. L’effetto e’ straniante ma allo stesso tempo ipnotico e surreale. Musicalmente Jürgen Eberhard si muove sempre nei territori che uniscono post-industrial, ambient, musica concreta con l’utilizzo della tecnica del field recordings. Le ambientazioni sono oniriche e profonde: alle spalle di “A Bug’s Life” c’e’ un lungo lavoro di anni a testimonianza della meticolosita’ dell’artista. Il risultato finale appare come un collage di diverse fonti che si amalgamano bene fra di loro. Una delle qualita’ del progetto Feine Trinkers Bei Pinkels Daheim e’ stata sempre quella di riuscire, pur nell’ambito di un genere di nicchia, a mantenere una sua accessibilita’: non si perde cosi’ quella che e’ la comunicaivita’ e non si cade mai nella vuota sperimentazione senza senso, un problema questo che spesso caratterizza questo tipo di produzioni. Le 7 tracce che compongono l’album riscono a creare un’atmosfera fuori dal tempo e riescono a condurre l’ascoltatore verso un’esperienza sonica allo stesso tempo profonda e creativa stimolando la sua immaginazione. “A Bug’s Life” e’ un altro riuscito capitolo della personale ricerca di Jürgen Eberhard, un artista singolare che dimostra dia vere qualcosa da dire in un settore sicuramente inflazionato come quello d ella musica ambientale e sperimentale. L’edizione esce, come di consueto, in un’elegante digipack in 3’panel ecopak

http://zoharum.com/wydawnictwa/a-bugs-life/
http://zoharum.com/wydawnictwa/both-sides-of-the-looking-glass/