Numer katalogowy

ZOHAR 110-2

Data premiery

07/12/2015

Formaty

CD

RAPOON

Blue Days

Numer katalogowy

ZOHAR 110-2

Data premiery

07122015

Formaty

CD

Po trzech znakomicie przyjętych premierowych albumach („Time-Loop Anomalies” [2012], „To West and Blue” [2013] i „Fall of Drums” [2014]) oraz całej serii reedycji i wydawnictw archiwalnych, Rapoon powraca z nowym albumem w barwach Zoharum.”Blue Days” jest jednak nieco innym wydawnictwem od poprzednich. Podczas gdy na wspomnianych trzech albumach dominowaly długie, powoli rozwijające się kompozycje, tutaj jest ich aż czternaście i najdłuższa ma niecałe osiem minut, a dwie najkrótsze zaledwie czterdzieści sekund. Jest to zapis pomysłów, szkiców, na albumie dominuje zwięzłość, choć wszystkie utwory składają się w jedna całość. Pokazują, że Robin Storey ciągle szuka nowych scieżek artystycznych.

Album wydany w kartonowym rozkładanym opakowaniu a’la japońskie repliki winylowe jest limitowany do 500 sztuk. Projekt graficzny, w oparciu o obrazy Robina Storeya, przygotował Maciej Mehring. „Blue Days” zostało zmasterowane przez Macieja Bartkowiaka (odpowiedzialnego również za wcześniejsze materiały Rapoon). Nad całym procesem wydawniczym czuwał Michał Porwet.

IMAG2644

Tracklista

winters chime deep
on frozen air
no one came
in black
long time ago now
the angels called
in golden church
with dance of trees.
air gliden
black shadows
in static bursts
small light
endless.
blue days

Recenzje

ChainDLK
The new release from Robin Storey’s project is a return to a more concise form while his previous releases of new material were based on long composition mostly based on drones or on sonic research. „Blue Days” is a partial return to his classic style with great emphasis on the rhythmic element and the meditative use of oriental wind instrument, however in this release there’s a research for a defined sound spectrum that was absent in those releases that were mainly based on the hypnotic effect.
The metallic beats of „winters chime deep” introduce the listener into a sonic field vaguely reminiscent of the past of this artist but with an better attention to details. „On frozen air” is an hypnotic track based on a sound texture and a fistful of samples. The synth line of „no one came” gives an undoubtable charm to the track while „in black” is characterized by the oriental beats typical of his classic pages. „Long time ago now” is one of the few track featuring a proper vocal track while „the angels called” recalls the ability of Robin Storey to develops tracks using almost only percussions as elements. „In golden church” is an ethereal track based on drones while „with dance of trees” is based on loops of flutes. „Air gliden” is based on a soundscape obtained by filtered samples to expand their resonances and echoes. „Black shadows” features his known structure for flute and percussions. „In static bursts” is a small noise interlude while „small light” is another interlude for bells. „Endless” is a meditative track for voice and synth and „blue days” uses an hypnotic beat and slowed down samples and the voice closes this release singing the album’s title.
Obviously far enough for any important deviation from a form which has influenced many artists, it’s a release that confirms the Rapoon’s ability to evolve his language neither overturning it nor being trivial. It’s really worth a listen.

Black Magazine
Robin Storey (Ex-ZOVIET FRANCE) gilt mit seinem Solo-Projekt RAPOON ja als „Meister des Loops“ und scheint inzwischen auch in Sachen Quantität dem ähnlich agierenden wie inzwischen verstorbenen MUSLIMGAUZE zu folgen. Allein im Jahre 2015 hat er insgesamt 4 Vollzeit-Alben abgeliefert und „Blue Days“ auf dem polnischen Label Zoharum ist eines davon. Mir persönlich war der monotone Rhythm-Ethno-Ambient-Sound von RAPOON schon in der Vergangenheit immer zu langweilig und seine gepriesenen Loops irgendwie unscharf bzw. holzig. Dies scheint sich jetzt auf „Blue Days“ nicht wirklich geändert zu haben und insbesondere die wackligen Drum-Loops empfinde ich hier geradezu dilettantisch! Das er sich seit einiger Zeit auch verhalten an Gesang versucht, macht die Sache nicht wirklich einfacher, jedoch gefallen mir zumindest die melancholischen Flächendrones mit russischen Atmosphären-Flair sehr gut. „Blue Days“ ist übrigens vom Konzept her ein Winter-Album, was ja im Moment gerade passt und die treue Anhängerschaft von RAPOON wird eh kein Problem mit einer weiteren CD haben.

FYH!
Smutne dni, tak? Coś w tym jest, choć Rapoon zdążył zasłynąć już delikatnymi i spokojnymi, a przy tym melancholijnymi albumami; a na to miał zresztą już ponad pięćdziesiąt okazji. Blue Days, co przeczyta się w każdej z recenzji, jest materiałem różniącym się od poprzedników. Tyle powtórzeń z innych tekstów, czas na analizę grudniowej płyty Robina Storeya.
Brytyjczyk nadal otacza się swoimi muzycznymi fascynacjami. Długimi partiami syntezatorów, na które narzuca różne loopy, opływa w tej elektronicznej gęstwinie, raczej nie siląc się na zbyteczne ubarwienia. Jeśli Rapoon decyduje się na daną formę utworu, tak to rozgrywa. Tak było na wcześniejszych wydawnictwach, nawet tych dostępnych za pośrednictwem Zoharum, tak jest także, poniekąd, na Blue Days. Poniekąd, bo Storey jednak pozmieniał to i owo, zaczynając od czasu trwania utworów, przez sam ich klimat czy kompozycję wręcz. Anglik pociął tę swoją płytę na czternaście dłuższych i krótszych kawałków, z tym że są to na ogół mikroskopijne cząstki w porównaniu z wcześniejszymi płytami, a i jeśli weźmiemy te albumy wypuszczone w minionym roku, różnica będzie jednak dostrzegalna.
Drugą kwestią jest samo rozpisanie tych utworów. To nie są już te sławetne ambientowe partie, ciągnące się w nieskończoność, nazywane przez wrednych easy-listeningami czy wręcz new age’em. Rapoon poszedł w innym kierunku, nie bojąc się muzycznych poszukiwań i zabaw. Chodzi przede wszystkim o rwanie materiału, kombinowanie i opieranie go na zróżnicowanych formach. I tutaj pojawia się sens przygotowania utworów o takim właśnie czasie. Krótkie nagrania nie męczą, dają pole do popisu, wręcz zachęcają i nakłaniają do skrupulatnego odtwarzania. Bo co, jeśli przeoczy się jakiś smaczek, jakiś zastosowany myk? „On Frozen Air” to przyjemne repetycje perkusji i dorzucane do tego wzniosłe syntezatory, pojawiające się w równomiernych odstępach czasowych. „No One Came” z kolei bardziej rozświetlają smętne klawisze, ale rytmika, tak jak i na całym Blue Days, wybrzmiewa nieregularnie, połamanie. Ta melancholijna aura utworu o ambientowym podłożu, gdzie perka stanowi nie bazę, a dodatek do głównego instrumentarium, Przez to o płycie można mówić jak o albumie pełnym muzyki medytacyjnej. Odwrotnie jest w „In Black”, nagraniu gęstym od surowych bębnów, które to wybijają się na pierwszy plan, spychając warstwę muzyczną w cień. Pojawiające się partie wokalne podkręcają atmosferę, razem z tymi migającymi zgrzytami w tle.
Na zwolnionych obrotach działa też ƒ„Long Time Ago Now”, a gdyby tylko wzmocnić jeszcze siłę bitu, wyszedłby z tego naprawdę niezły klubowy hit, niekoniecznie już ambientowy. Rapoon się postarał i dalej także ciągnie ten stan, dodając melodyjne klawisze, które rozkręcają atmosferę przed „The Angels Called”, utworze bardzo nerwowym w swoim wydźwięku, choć jednocześnie bardzo popowym w linii melodycznej. W pozostałych nagraniach sytuacja niewiele się różni. Rapoon albo rozciąga synthy, albo idzie w minimalizm graniczący z ciszą. Zawodzi natomiast to, co powinno być sztandarem wydawnictwa – utwór tytułowy i jednocześnie zamykający płytę. „Blue Days” Rapoon utrzymał w dość bliskowschodnim klimacie, co samo w sobie byłoby jeszcze w porządku, ale melodyjnie jest po prostu miałko. Dodatkowo dorzucony wokal drażni, pozostawiając niesmak. Rozumiem, że minimalizm w rytmice, że lo-fi w melodii i szamańskie poniekąd śpiewy, ale Anglikowi closer najzwyczajniej nie wyszedł. A mimo to jest więcej niż ciekawie i miło. Jak wiadomo, do posłuchania, do poleżenia, do pomyślenia i, co sugeruje tytuł, na smutne dni. Albo powodujący smutne dni. Jak kto woli.

 

NonPop
„Blue Days“ ist eines von ganzen vier neuen Alben, die 2015 von RAPOON veröffentlicht wurden, sodass den Hörer angesichts der Masse des jährlich neuen Materials doch zusehends Bedenken beschleichen könnten, ob man dem allem noch in Gänze folgen soll.
Will man das Album atmosphärisch einordnen, so kommen einem aufgrund der an die dunkle, melancholische Winterzeit gemahnenden Titel wie „Winters Chime Deep“, „On Frozen Air“ oder „Long Time Ago Now“ Gedanken an eben diese. Die Kälte und Tristesse dieser Zeit, auch als Spiegelbild der eigenen Gemütsverfassung, werden dann auch nicht mit luftigen Ethno-Rhythmen und exotischen Gesängen musikalisch ausgekleidet, sondern es dominieren, raue, kantige, auch mal etwas unrund erscheinende Loops, dunkle Chöre und glatte, frostige Synthesizerpads. Natürlich tauchen auch hier und da Samples von exotischen Instrumenten und ethnisch angehauchte Rhythmen auf („In Black“, „With Dance Of Trees“, „Black Shadows“), die das Ganze klanglich etwas auflockern – aber leider auch teilweise eher unpassend zum Rest wirken und die Stimmung brechen. Neben der Instrumentierung bringt sich ROBIN STOREY allerdings auch stimmlich mehr ein als sonst schon einmal. Hier und da wird die Musik mit seinem Raunen unterlegt bzw. beim absolut gelungenen Titelstück „Blue Days“ kann man fast schon von Gesang sprechen, wobei die Tracks mit dem raunenden Sprechgesang wie „Long Time Ago Now“ auch ansonsten positiv auffallen. Angenehm ist außerdem, dass die Stücke maximal 7-8 Minuten lang sind – oft auch kürzer – sodass ein dynamischer Eindruck des Albums verbleibt.
Dem guten Eindruck wirkt lediglich das doch unterkomplexe bis allzu simple Klangkonstrukt „On Frozen Air“ das unglücklicherweise auch noch direkt an zweiter Stelle nach dem Intro platziert ist, entgegen. Davon sollte man sich allerdings nicht abschrecken lassen, auch wenn natürlich nicht alle Tracks durchgehend zünden bzw. manchmal etwas unfertig im Raum stehen („With Dance Of Trees“, „Black Shadows“). Am Ende ist „Blue Days“ ein solides, aus meiner Sicht eher leicht zugängliches, klanglich nicht zu minimales RAPOON-Album geworden, dem es hier und da allerdings an atmosphärischer Geschlossenheit fehlt und an der Person, die schwache Stücke oder sinnfreie Fragmente auch einfach einmal aussortiert. Das scheint gerade im Ambient- und Electronica-Sektor aber manchmal schwer zu sein, wie mir scheint.

Felthat
A brand new album by Rapoon in Zoharum doesn’t dissapoint at all. You might feel that post Zoviet France chime is nothing but a charm to fly away slowly but there is nothing of it here. the substance of this album is immense and as the purpose in a compositional way as it may not be the case of many „ambient” labelled albums which glow a dim light of boredom and pomposity.
Robin worked hard all those years to keep this vessel afloat and it certainly has its power here.
Deeply layered structures have a thick shade of elaborate power of true love here, you can feel these ebbs and flows that give you the overall sense of wholesomeness. Another point here is the visual aspect of this edition – a great one!
More of this sort…please.

Necroweb
Mit “Blue Days” gibt es nun von Robin Storey ein komplett neues Werk zu bestaunen, welches auf “Blue Days” getauft wurde und in einem entsprechenden Digipack auf dem Markt erscheint.
Dabei sind leichte Veränderungen zu vernehmen, so etwa was den jeweiligen Songaufbau angeht. Haben sich in der Vergangenheit die Stücke doch eher langsam entwickelt und auch entsprechend ihre Spielzeit eingefordert, so kommt der Musiker in diesem Fall schneller zum Kernpunkt. Dadurch haben weit mehr Vertonungen als üblich auf dem Album Platz gefunden, welches vom Grundgedanke Ideen und Skizzen enthält und aufzeigt, dass der Musiker kein Freund von Stagnation, sondern vielmehr ständig auf der Suche nach neuen Horizonten ist. Dabei sind interessante Eingebungen zu vernehmen, so etwa bei “In Black”, welches aber beim Erstkontakt schon irgendwie gewöhnungsbedürftig scheint. Insgesamt geht es auf “Blue Days” sehr rhythmusorientiert zur Sache, wobei aber mit “In Golden Church” auch wieder der hypnotische Aspekt durchscheint. Richtig schräg wird es mit dem dann folgenden “With Dance Of Trees”, welches mit seinem Geduddel (sorry) hier eigentlich überhaupt nicht in das Konzept passt – gewöhnungsbedürftig klingt das Ergebnis in jedem Fall.
“Blue Days” ist letztendlich in der Tat ein Album, welches sich aus dem bisherigen Schaffen von Rapoon etwas abhebt. Das Resultat klingt experimenteller, offener und ist aufgrund vielleicht dessen sogar nicht unbedingt jedermanns Sache. Auch ich musste mich mit dem Material erst einmal etwas anfreunden und wer damit warm werden will, dem sei gesagt, das es in dieser Angelegenheit etwas Zeit bedarf. Eingängigkeit war bislang immer großgeschrieben im Schaffen von Rapoon, was jedoch bei “Blue Days” nicht so wirklich gegeben ist.

Mentenebre
El pasado 2015 fue un año nutrido de ediciones dentro del universo de Rapoon. Storey consiguió gestar nada menos que tres nuevas obras, entre las que se encuentra “Blue Days”.
Este trabajo rescata la esencia primigenia de Rapoon, a la vez que consigue aportar nuevas facetas estéticas que enriquecen y rejuvenecen su ya conocido y particular estilo.
La tónica general del álbum se caracteriza por su familiar parsimonia y abstracción: música formada a base de pinceladas oníricas, avitualladas a base de loops en constante fragmentación, cadenciosos, que deambulan por las canciones aportando una incuestionable personalidad. Las férreas percusiones de influjo tribal vuelven una vez más a servir de guía a la gran mayoría de las composiciones que completan este CD, que para la dinámica creativa de Storey, sorprenden por su escasa duración, enmarcándose dentro de la media de los cinco minutos. No obstante, el ejercicio de acotación temporal llevado a cabo no consigue difuminar esa maravillosa capacidad que define al artista a la hora de representar una profundidad contextual que se expande de forma progresiva e imparable a lo largo de la tonada. Vuelve a hacer acopio de serenidad, lograda en gran medida gracias al uso de coros desdibujados y suaves notas melódicas que se engarzan con gran estabilidad a los golpes de ritmo. Canciones repletas de misterio e intrga que representan a la perfección el inimitable estilo de Rapoon.Rapoon – „Blue Days”
Posiblemente, dentro de la marcada aspereza estoica que los temas de este proyecto británico suelen transmitir al oyente, la canción que hace brillar al disco es la situada en último lugar, que además es la de mayor duración y la que da nombre al trabajo. ‘Blue Days’ se muestra acompañada de voz en constante movimiento, lo que hace de ella un tema inusual dentro del repertorio del británico. Otros temas como ‘Long Time Ago Now’ o ‘Endless’ también son engalanados con registros vocales, pero en una medida inferior, más como mero acompañamiento a la instrumentación que como un canal para la transmisión de ideas concretas. La gran mayoría de ellos se desenvuelven dentro de la improvisación más auténtica, haciendo acopio de un excelso talante experimental.
“Blue Days” vuelve a aportar una miríada de nuevos contextos intangibles. Cortes que se integran dentro del género ambient sin perder en ningún momento la dirección rítmica, ataviados con una buena colección de drones que aportan esa sensación de eternidad por la que todos sabemos reconocer un tema de Rapoon.
Zoharum ha decidido editar este CD recreando la estética del formato vinilo. Para ello ha utilizado una carpeta de cartón desplegable de doble abertura en la que se inserta el CD, que a su vez viene protegido por una funda exenta de decoración del mismo material.
El dibujo que decora la portada es también obra de Storey. En él las runas y otra suerte de simbología ancestral -que nos descubren desde el primer momento su esencia tribal- se muestran sobre un oleaje de tonalidades garzas.
Limitado a únicamente 500 ejemplares, pronto se convertirá en otra pieza de coleccionismo dentro de la vasta producción de este exmiembro de Zoviet-France.