Numer katalogowy

ZOHAR 078-2

Data premiery

10/09/2014

Formaty

CD

RAPOON

Fall of Drums

Numer katalogowy

ZOHAR 078-2

Data premiery

10092014

Formaty

CD

Minął rok od premiery dobrze przyjętego albumu „To West and Blue”. Po kilku archiwalnych publikacjach (druga część „Seeds in the Tide” oraz specjalna dwupłytowa edycja „The Fires of the Borderlands”) a także nowych krążkach wydanych w innych wytwórniach („Psi-Transient” oraz „Conduits And Estuaries”) Robin Storey jako RAPOON prezentuje zupełnie nowe dzieło, zatytułowane „Fall of Drums”.

Na tym krążku powraca nie tylko do analogowej elektroniki, ale sięga do etnicznej stylistyki, z której znany był głównie na początku swojej solowej działalności. Prowadzi nas na Bliski Wschód, na pustynie, w opiumowe halucynacje i szepty duchów wśród piasku. 4 długie, hipnotyczne utwory wprawiają w zachwyt, zapraszają do ponad godzinnej podróży w głąb świadomości. Innymi słowy, to jest inny album, jednak najwyższej próby, do której zdążył przyzwyczaić nas Robin Storey.

Album wydany w opakowaniu a’la CD gatefold (replika japońskich wydań) i jest ściśle limitowany do 500 szt. Projekt graficzny, w oparciu o obrazy Robina Storeya, przygotował Maciej Mehring. „Fall of Drums” zostało zmasterowane przez Macieja Bartkowiaka (odpowiedzialnego również za wcześniejsze materiały Rapoon.). Nad całym procesem wydawniczym czuwał Michał Porwet.

PREZENTACJA_OTWARTA_fall_of_drumpsd

Tracklista

a gallery of crows
beneath and beyond
upstarts and sheep
the heat beguiles

Recenzje

 

Freq:
Drenched in reverb and flecked with voices from the Eastern aether, Fall of Drums is Robin Storey‘s third or so new Rapoon album in the space of a year, but the first on Zoharum since To West and Blue in 2013 and various re-issues which the label has put out recently. Over four lengthy, stretched-out tracks, the album sets about creating a hallucinogenic landscape of languorous percussion and the sort of electronic haze which seems almost thick with fragrant smoke and coated with a resinous fug of ages.
This is no polished, sonorous TV-friendly soundtrack-fodder though; the music here is somewhat unlikely to adorn a mainstream documentary on any ancient subject or travelogues from the Western Sahara to Bangladesh (Dead Can Dance and anything involving Ofra Haza and occasionally Nusrat Fateh Ali Khan seem to have that particular vast imaginary territory sewn up as far as music directors are concerned, regardless of the frequent cultural divergence between music, musicians and subject matter). Not that Rapoon’s music isn’t eminently cinematic; rather, Fall of Drums is the sort of soundtrack which is best appreciated with internal visual accompaniment, an inner space journey which roams at hypnogogic camel’s pace across a psychogeographical landscape where the time constraints of most films would be left demanding action and pacing which is well outwith the raison d’etre of this music.
The rustle of electronics and the keening of pipes operates at a tangent to most so-called world music; Storey’s application of sounds which have become signifiers of dusty ambience, of ancient exotica incarnate, delves deeper into the heart of the matter, shifting textural nuances with the deft application of a musician who has been warping sounds and expanding mindscapes for a good long while. This attention to detail and to the sonorous among the abstract and the placement of spare rhythm in places where others might opt for continuous intensity or rampant clutter marks Fall of Drums as a record which belies the expected motion and perhaps danceability which its title might at first indicate.
Instead, echoed dub reverberations are everywhere, ghostly trails and complex layers which roll and occasionally roil with all the befuddled and baffling segues of a deep, disorienting desert dream which never reveals its obvious meanings. Too queasily involving to ever become so ambient as to disappear into the background, Fall of Drums would prefer to sway and sidle closer to the parts of the listener’s brain which nag and gnaw at the eternal and embrace the juxtaposition of the familiar and the mysterious. Once established, they glide inside while layered string ripples, sampled percussion, attenuated terpsichorean chants and motion-pressing djinni of the machines make their own distractions, there to set up home for the duration, as if their presence had always been thus and so.
At a shade over thirty minutes, “The Heat Beguiles” is the album’s longest and perhaps most beautiful track, a piece which unwinds and reveals itself with a sinuous yet ineffable grace. By the time the music has passed from hallucinogenic drum snippets into a swirling, resonant cloud of paradisical choirs from beyond, it’s possible to believe that there is a better world, but one which resides, like it seems to here, at the confluence of music and dreams.

ChainDLK:
In the cover this 'this album marled a return to analog and mixing outside the box’ and, as this reviewer was unhappy of the latest release of this historic project, this sounds as a return to the form that Robin Storey pioneered in his long career. This is also marked by his return to Middle East’s ethnic rhythms and his evoking ghosts.
When the drums of 'A gallery of crows’ starts there’s suddenly a flavor of all the previous release unfolding with his hypnotic and charming beauty. The drones and samples of 'beneath and beyond’ creates a static, but not boring, soundscape. The loops of 'upstarts and sheep’ are slowly colored and submerged by the drones. The last track 'the heat beguiles’ is almost half of this release, clocking over half an hour, and start with voices’ loop and the drones slowly ends with the down of the echoed samples creating an hunting but peaceful atmosphere, thanks to echo effects reminiscent of dub technics, and when the drones and the echoed samples slowly evolve in a cohesive unity this tracks emerge as the centre of this release.
From an esthetic point of view there’s anything new on this release but is a charming release from one of the most important names in the field. A stunning return to form.

NonPop:
Quasi zeitgleich mit der Veröffentlichung des Gemeinschaftsprojekts „Machine River“ von RAPOON & PROMUTE veröffentlicht ROBIN STOREY mit „Fall Of Drums“ ein Solo-Album, das sich dem typischen Ethno-Ambient des Projekts verschreibt. Produktionstechnisch geht STOREY dabei einen Schritt zurück, indem er den analogen Ansatz und das Arbeiten außerhalb des Rechners wieder in den Vordergrund stellt, wobei dies fast schon wieder zeitgemäß ist, da doch einige Künstler wieder bewusst vom Rechner als alleinigem Werkzeug abgehen. Zu hören ist das nicht unbedingt zwingend, jedoch erscheint der Sound etwas rauer, die Loops etwas kantiger – das mag man sich aber auch nur hineinhören.
Wie so häufig bei RAPOON ist dieses Album dabei nichts für Hektiker, da die vier Stücke in nur einem Fall unter der 10-Minuten-Marke bleiben. Bei Stücken wie „A Gallery Of Crows“ oder „The Heat Beguiles“ begegnen dem Hörer dann auch die typischen Ethno-Rhythmen, denen mäandernde Soundschleifen anbei gestellt werden. Bei „Upstairs And Sheep“ wird dagegen mit leicht unrund, gegenläufigen Rhythmus-Loops gearbeitet, die dadurch und unterstützt durch ein deutlich anschwellendes, quasi summendes Klanggerüst ein beständiges Unruhegefühl auslösen. Zentraler Werkstoff auf „Fall Of Drums“ sind allerdings Stimm- und Gesangsfetzen bzw. -linien, die teils wie Tupfer auf den ruhigen Soundfluss gesetzt werden oder auch geloopt, mit Effekten oder in der Tonhöhe bearbeitet, eingesetzt werden. Gerade „The Heat Beguiles“ ist hierfür ein Paradebeispiel.
Kritisch anmerken kann man hingegen, dass der Spannungsbogen nicht immer über die gesamte Länge der Stücke gehalten werden kann. Bei „A Gallery Of Crows“ fragt man sich z.B., ob man hier nicht doch die eine oder andere Minute hätte kürzen können – zumal sich das Stück irgendwann regelrecht zum Ende schleppt. Aber auch „The Heat Beguiles“ hätte man einen Tick kompakter und schlüssiger gestalten können. Misstrauisch macht in diesem Zusammenhang leider mittlerweile der doch beträchtliche Output des Projekts in den letzten Jahren. Das lässt den Hörer natürlich irgendwann die Frage stellen, ob die Reflektion über das Material letztlich ausreichend gewesen ist. Insgesamt betrachtet legt ROBERT STOREY aber ein ordentliches, unaufgeregtes Ethno-Ambient Album vor, das – so sachlich muss man bleiben – andererseits aber auch niemanden zu Begeisterungsstürmen hinreißen wird.

Only Good Music:
Hermeneutyczna krytyka muzyczna, polega na tworzeniu metafor dla wyjaśnienia muzyki. Takie wyraziste metafory nie obrazują czegoś doświadczanego wcześniej – one prowadzą do przeżywania muzyki. Warsztat techniczny Robina Storey’a jest źródłem inspiracji dla wielu twórców i doprawdy trudno kolejny raz rozpływać się nad tą stroną jego twórczości, dlatego dziś postaram się wymyślić kilka wysublimowanych metafor określających muzykę na albumie „Fall Of Drums”.
Muzyka Rapoon jest bardzo przedmiotowa, jej fakturę można niemal poczuć na twarzy. Migotliwe i faliste płaszczyzny dźwięków rozciągają się niczym halucynogenny krajobraz, wirują jak ziarenka piasku na pustyni. Kompozycje utkane są z nadzwyczajnym mistrzostwem z elementów rytmiczno-melodycznych, nacechowanych orientalnym przepychem i (jak na ambient) rozrzutnością. Storey tworzy dźwiękowy pył, który potrafi być mirażem, a czasem zwyczajnie zgrzyta w zębach. Ten strumień dźwięków przekształca się na „uszach” słuchacza w muzyczno – architektoniczny porządek, łącząc charakterystyczne dla tego twórcy struktury i formy z niemal całkowicie stapiającymi się z muzyką orientalnymi głosami. Brzmi to jak muzyka ze snu…
Nie chciałem wzorem XIX – wiecznych mistrzów krytyki poszukiwać ukrytego znaczenia w muzyce Rapoon znaczenia – to zadanie pozostawiam słuchaczom. Mniej lub bardziej plastyczne metafory mają posłużyć jedynie Konsumentowi muzyki by zintensyfikować wrażenia muzyczne.

PopUp:
O bogactwie dyskografii Rapoon można przekonać się choćby na stronach Discogs.com, bo już nawet oficjalna strona artysty nie nadąża z bieżącym uzupełnianiem odpowiedniego działu. Co warte podkreślenia, znaczący udział w wydawniczych poczynaniach Robina Storeya odgrywa od kilku lat gdański label Zoharum. Fall Of Drums to właśnie kolejny premierowy album, jeden z pięciu, przygotowanych przez Rapoon w minionym roku. Tym razem dostajemy cztery długi kompozycje, nasycone analogową elektroniką, etniczną atmosferą, tajemniczą formą, która zręcznie umyka za każdym razem, gdy próbujemy ją ująć w jakieś ramy. Storey kreuje te swoje hipnotyczne pasaże, ujarzmia niepokorną materię, lepi te elektroniczne patenty w jedną, zorganizowaną, ale ciągle płynną formę. Rytualność „A Gallery Of Crows” miesza się z pokładami szumu, poprzetykanymi nieśmiało wybijającymi się melodiami („Beneath And Beyond”). Innym razem twórca denerwująco wtóruje z rozedrganymi dźwiękami („Upstarts And Sheep”), by za moment mamić głosami duchów w „The Heat Beguiles”, moim zdaniem, najlepszym fragmencie Fall Of Drums. Czasem bogaty świat muzyki umyka zbyt szybko w zalewie chaosu i ton informacji, ale tacy artyści, jak Robin Storey, nie pozwalają zapomnieć o jego pięknie.

Mroczna Strefa:
Aż dziwne, że pisząc recenzję z kilkumiesięcznym opóźnieniem opisuję jak na razie prawdopodobnie ostatnie wydawnictwo RAPOON, albowiem Robin Storey jest nadzwyczaj kreatywną osobą i czy są to materiały premierowe, czy kompilacje, czy innego rodzaju produkcje, ukazują się w góra kilkumiesięcznych odstępach. „Fall of Drums” – bo o tej płycie mowa w tym przypadku – to rzecz premierowa, która ukazała się w barwach nienagannie działającej oficyny wydawniczej Zoharum. Maciej Mehring pewnie jest z tego powodu dumny, a Robin odnalazł dla siebie odpowiednią przystań, z której czasem odpływa gdzie indziej, ale ostatnio coraz częściej powraca. Najnowszy album jego RAPOON to niejako powrót do tej bardziej etnicznej strony tego projektu. Egzotyczne, pustynne klimaty tego krążka wręcz namacalnie wysyłają nas na wędrówkę ‘pod wpływem’ po bezbrzeżnych piaskach Sahary czy Pustyni Arabskiej, a unosi się nad tym mistyczna, niekoniecznie bliskowschodnia otoczka wyrażona orientalnymi zaśpiewami, szumiącym wiatrem, przesypującym się piachem, dziwnymi odgłosami, przestrzennymi tłami i trybalnym bębnieniem. Pokazuje to już pierwsza z czterech kompozycji, „A Gallery of Crows”, która jakby pełza po pustynnych bezkresach i może wyrażać zarówno samotność ‘pielgrzyma’, jak i dziwność miejsca. W końcówce tej kompozycji pojawia się żeński głos i dziwaczność ogromnieje, jak byśmy mieli okazję spotkać w tej halucynogennej wędrówce własne strachy i fobie, a przy tym fascynuje nas to coraz bardziej i bardziej i bardziej… Drugi fragment to jak na RAPOON bardzo krótki, okraszony fletowymi improwizacjami i egzotycznymi zaśpiewami „Beneath And Beyond”. Nawiązania do nieco podobnego krążka „Fires of Borderland”, którego recenzję znajdziecie na naszych wirtualnych łamach, chwilami słychać, ale jest to jednak nieco odmienna strona ethno-ambientu, co wyraźnie słychać w opierającym się na repetycjach i pogłosach oraz poszarpanej niby-rytmice utworze „Upstairs And Sheep”. Świetnie się to układa w drgający równolegle na kilku płaszczyznach temat przewodni i tutaj da się wyczuć siłę przekazu i doskonałą umiejętność układania nietypowych dźwięków w wyrazistą i nie tak nieprzyswajalną całość melodyczną. Ostatni na płycie „The Heat Beguiles” to najdłuższy, ponieważ ponad półgodzinny kolos, który w fazie początkowej też opiera się na powtórzeniach i nakładkach mistycznych zaśpiewów, ale z czasem klimat się zmienia, rolę przewodnią przejmuje minimalizm, pojawiają się innego rodzaju głosy, dźwięki, odgłosy, a wędrowiec zaczyna odczuwać zmęczenie upałem, jasnością, piachem, własnymi halucynacjami i w tych poszukiwaniach popada w pewnego rodzaju obłęd, czego ilustracją są kolejne minuty tej kompozycji, ale jest w tym też wiele nadziei i swoistego piękna. Temat przewodni rozwija się, można by rzec, że rośnie, rozkwita i podparty trybalnym bębnieniem i przetworzonymi, klasycznymi chórami żyje pomimo lejącego się z nieba, metaforycznego żaru. Jakżeż to wszystko namacalne i na wyciągnięcie rąk! I jakżeż świetna to płyta RAPOON! Bezbrzeżnie polecam!

Necroweb:
Dass Robin Storey ein sehr kreativer und aktiver Musiker ist, sollte eigentlich jedem bewusst werden, der sich die Vielzahl von Veröffentlichungen einmal zu Gemüte führt. Der neuste Streich hört auf den Namen “Fall Of Drums”, mit welchem man uns in den mittleren Osten entführt, der von endlos scheinenden Wüsten durchzogen wird. Ein Trip durch diese unfruchtbaren Gegenden kann für jeden Unvorsichtigen das Todesurteil bedeuten, und sei es durch eine Fata Morgana, die aus der Ferne mit trügerischer Fruchtbarkeit lockt. Die passende musikalische Untermalung für einen solchen Trip bietet uns “Fall Of Drums”, wo sich vier hypnotische Stücke eingefunden haben, welche abermals für Freunde von Rapoon allerfeinste Kost darbieten. Die jeweiligen Stücke warten mit einer verdammt ordentlichen Spieldauer auf, etwas, was bei Papoon defacto aber noch nie ein Problem darstellte. Langsam und schleichend bauen sich die Klangwelten auf, nehmen gefangen und sind einfach nur herrlich anzuhören. Dabei ist das Grundfundament von träumerischer Natur, basierend auf geheimnisvollen Schwaden, welche aus esoterischen Ambient und fernöstlichen Eingebungen gespeist sind- Wahnsinn! Daraus resultiert ein wundervolles Klangerlebnis mit entsprechenden Kopfkino und totaler Vereinnahmung, weshalb man schnell erste Zeichen des Entzuges ernst nehmen sollte.
Mit diesem Werk setzt sich der Musiker abermals ein Mahnmal der außergewöhnlichen Tonkunst. Was andere in ihrer ganzen Karriere nicht in einem einzigen Song schaffen, scheint bei Robin Storey an der Tagesordnung- erstklassige Musik, bei welcher die Messlatte abermals verdammt weit oben liegt- meine unbedingte Empfehlung für ein Werk der Extraklasse!

Darkroom:
Lo storico progetto Rapoon, capitanato dall’inglese Robin Storey (ex Zoviet France), torna con un album che guarda al passato, libero dalle strutture circolari e loopate di alcuni lavori recenti e costruito tramite un’improvvisazione basata su una manciata di elementi chiave e sulla volontà unilaterale di evocare la purezza di terre lontane, perse in un Oriente fantastico e senza tempo, sviluppata utilizzando esclusivamente fonti analogiche. Diviso in sole quattro tracce, „Fall Of Drums” trova linfa vitale in tribalismi e strumenti a fiato di chiara matrice etnica, normalmente supportati da una soffice linea dronica. Le architetture sonore sono improntate su uno scorrere continuo non precostituito con effetti ipnotico-rilassanti. Scie vocali che assumono sembianze di litanie popolano tutto l’album ricreando perdizioni sensoriali in territori forse immaginati o sognati, immersi in una natura sconosciuta tra profili umani che ricalcano il folklore mediorientale. Se i primi due brani sono dominati da una spiritualità misticheggiante, la successiva „Upstairs And Sheep” segna il picco funereo del disco, costellato da atmosfere torbide, rumori afoni estratti da un’ignota quotidianità ed una fredda carica post-industriale. Mentre la conclusiva „The Heat Beguiles” si presenta come un’enorme elaborazione di oltre trenta minuti in cui confluiscono tonalità diverse: forse il momento più indefinito dell’opera, un muro del pianto in cui è possibile riconoscere stratificazioni tonali che attraversano spazi e luoghi in una grande allucinazione corale. Lavoro raffinato in cui si fanno sentire sia il mestiere del vecchio leone che alcune idee, frutto di una mente che non si è fossilizzata su schemi emotivamente prevedibili. Custodia come sempre curata con digisleeve apribile e copertina interna, per un’edizione limitata a 500 esemplari.

Mentenebre:
Robin Storey es, a ciencia cierta, una de las personalidades más versadas y reconocidas del panorama post-industrial. Tras su paso por el arquetípico combo británico Zoviet France, Storey no ha parado de definir paisajes eclécticos en los que predominan elementos tribales y étnicos combinados con drones gestados a base de sintetizador y loops desconcertantes. El resultado es una música dotada de gran plasticidad y dinamismo. Un esquema compositivo que, manteniéndose fiel a sus premisas, consigue obtener resultados cada vez más originales y genuinos.
En esta ocasión, Storey dibuja entornos acústicos en los que preponderan las melodías étnicas de corte arcaico. El nombre con el que se ha bautizado, “Fall Of Drums”, aporta una idea muy aproximada de lo que dentro de él nos podemos encontrar.
“Fall Of Drums” está compuesto por cuatro temas, el último de ellos,’The heat Beguiles’, supera holgadamente los treinta minutos de duración. En esta álbum Storey vuelve hacer acopio de su característico estilo para crear composiciones rebosantes de expectación y misterio. Los ecos tribales ilustran una vez más el sentido de la esencia compositiva de Rapoon. Temas que atrapan al oyente en una jaula construida a base de estructuras rítmicas revestidas con elementos lineales, cuya vistosidad viene dada por las constantes modulaciones acústicas, que actúan dando cierto relieve, a base de ecos, flangers y cutoff.Rapoon – „Fall Of Drums”
Su sonido no nos descubre nuevos horizontes, más bien analiza los ya planteados, ofreciendo un nuevo enfoque en el que se exploran diversas posibilidades. El clima del disco es bastante gélido, muy en la línea de este prolífico artista.
Storey sabe cercenar el tiempo, adornándolo con percusiones que se desvanecen en constantes ecos. Esta predominancia de bongos y darbukas quizá sea el aporte más relevante del trabajo.
Este disco sigue la marca compositiva ya evaluada en los anteriores lanzamientos que el artista ha publicado con el sello polaco Zoharum, como el disco compartido con Promute Machine o “To West and Blue”. Esta casa vuelve a servir de morada al artista, lanzando al mercado una tirada estrictamente limitada a quinientos ejemplares.El disco se presenta inserto en un formato ecopack que imita la carpeta de doble vinilo.
“Fall Of Drums” puede servir como referencia para introducirse en la holgada discografía de este excepcional proyecto, ya que sintetiza con acentuada elegancia los rasgos más característicos del estilo planteado por Storey a lo largo de su longeva andadura musical. Un disco que condensa el espíritu primigenio de Rapoon, pero que a su vez queda libre de imperfecciones gracias a la erosión realizada por la experiencia del artista.

Darknation
Czas tak szybko mija że pogubiłem się już ile to Rapoon zdążył wydać płyt od bardzo udanego krążka „To West and Blue”. Robin Storey nie zwalnia tempa i po kilku reedycjach i dwóch nowych wydawnictwach mam okazję posłuchać kolejnej nowości.
Pięćdziesiąty album często gościł w moim odtwarzaczu, nówka „Fall Of Drums” z dużą przyjemnością kontynuuje ten trend. Tym razem mamy cztery wolne i długie utwory przepełnione etniczno-duchową atmosferą zbudowaną na mocnych analogowych, elektronicznych fundamentach. Etniczne pasaże cały czas celnie budują napięcie i wprowadzają mnie w wędrówkę po wielkim horyzoncie gdzie próżno szukać innego człowieka, co więcej ja wcale go nie szukam tylko chcę poznać i zrozumieć samego siebie. Polecam Wam słuchanie tej płyty po ciężkim tygodniu, gdy ciężko jest zmrużyć oczy i zapomnieć o smutnej codzienności.
Choć ten odrealniony i hipnotyczny styl Robina pewnie wielu z Was wydaje się zbyt trudny i wymagający tutaj wydaje mi się że w tym wydaniu jest stworzony w uniwersalnej i przejrzystej formie. Od początku wiadomo z czym mamy do czynienia i to zwyczajnie działa jak należy. Mnie „Fall of Drums” ujęło od samego początku. Polecam.

Lux Atenea:
El pasado 10 de septiembre fue publicado el álbum “Fall Of Drums”, nuevo trabajo musical del prolífico artista Robin Storey presentado a través del prestigioso sello discográfico polaco ZOHARUM RECORDS en ecopak CD, edición limitada de 500 unidades. Engalanado con un misterioso diseño en tonos grises y azules firmado por Maciej Mehring, alma máter de Zoharum Records, “Fall Of Drums” expande el trabajo artístico de Robin Storey al transformar portada y contraportada, al igual que su cara interior, en un todo armonioso que nos da la sensación de movimiento y de equilibrio a través de la incomparable luz del atardecer brumoso. Una mirada al escenario cercano, nebuloso y un tanto inquietante por el turbador misterio que se oculta en su interior como fundamento y verdad de lo sagrado. Musicalmente hablando, Robin Storey, alma máter de Rapoon, nos invita a disfrutar de una nueva perspectiva sonora dentro de la música ambient y dark-ambient tras haber integrado y pulido sonoramente estas innovadoras ideas que adquieren mayor brillantez en su perfecta definición instrumental, recreando escenarios y sensaciones como pocos artistas son capaces de reflejar en sus composiciones musicales, como así podrán disfrutarlo los melómanos lectores de Lux Atenea Webzine que adquieran esta elegante edición original del álbum “Fall Of Drums”. Una solemne audición para deleitarse en los matices cuyo embrujo comenzará con el tema “A Gallery Of Crows”, y con la percusión como protagonista sonoro principal en primer plano mientras los trasfondos de corte ultraterreno van apareciendo y difuminándose en el horizonte, evolucionando esta compleja estructura musical hacia dimensionamientos más cerrados y obscuros que son propios del dark-ambient. Mucho más expansivo y luminoso entrará el tema “Beneath And Beyond” sin perder esa línea melódica ritual, pero con pinceladas sonoras más profundas y persistentes a lo largo de esta composición que adquirirá texturas sonoras características en estilos high-tech de inspiración futurista ante el predominio de las secuencias musicales electrónicas. “Upstairs And Sheep” tiene una personalidad artística inequívocamente experimental llevada casi a los límites de los cromatismos sonoros orgánicos y sin incorporar el elemento vocal en la solidez de sus elementos musicales aquí orquestados. Finalmente, los samples tribales de “The Heat Beguiles” abrirán esta composición de clausura dentro de una espiral musical en sutil y progresiva aceleración que acabará perdiéndose en el horizonte como si su radio no dejara que crecer alrededor nuestro hasta desaparecer, y así dejar paso a nuevos elementos vocales donde su eco y su inquietante frescura nos llevarán a abandonarnos en este embriagador entorno sonoro de corte oriental como lujosa apoteosis de este extraordinario álbum. “Fall Of Drums”, excelsa plasticidad en la composición para aumentar la leyenda musical del maestro Robin Storey. ¡¡¡Disfrútenlo!!!

Darkroom:
На «Fall of Drums» Робин Стори, уделявший в последнее время должное внимание различным стилевым экспериментам, погружается с головой в звучание и концепции своим ранних альбомов, ставших уже действительно «классикой» жанра. Так что добро пожаловать на Восток – Восток мудрецов, мистиков, курителей опиума, художников и торговцев, прокладывающих маршруты Великого Шелкового Пути; Восток древний, вечный и загадочный, где даже время течет по-другому; наконец, Восток нереальный, а выдуманный самим Робином, увиденный в абстракциях снов, в медитативном спокойствии лаконичных и подчас монохромных картин. Здесь основные партии берут на себя барабаны и перкуссия, погружая слушателя в гипнотический мир неспешного и непрерывного ритма, монотонную вязь которого лишь изредка нарушает раскатистый грохот или особо хитрый изворот многочисленных сэпмлов, меж которых притаились заговаривающие и запутывающие внимание, плотно дышащие флейты вместе с зачаровывающими этническими напевами, голосами дервишей, наложниц и уличных певцов. Каноничным выглядит и обилие звуковых петель, и плотное звучание, вибрации которого физически ощутимы и воспринимаются безостановочной рябью на нефтяных пятнах души – и все это пропущено через темный фильтр статичного эмбиента, словно вырезанного из атмосферы восточной ночи, жаркой, душной и дурманящей, в которой есть место и сказках, и суровой реальности. Именно из этой атмосферы, напоенной сизым, сладковатым дымом дурманящих благовоний, музыка «Rapoon» прорывается в величественной композиции «The Heat Beguiles» в иные над-миры, накрывая с головой ниспадающим многоголосьем небесных хоралов, (к ним Робин тоже всегда был неравнодушен), когда отправлялся на поиски архаичных и сакральных основ своей музыки, которая по прежнему слышится отголоском каких-то бесконечных ритуалов, не прекращающихся ни на минуту и лишь отдающие некие короткие, но емкие фрагменты себя для каждого очередного альбома «Rapoon», коих, даже при всем их обилии, много не бывает. Как не бывает много грез, чудес, снов, тайн и трепетно хранимых воспоминаний о них. Еще один уносящий из реальности альбом.

Piedpaper:
Rapoon относится к числу тех проектов, музыки которых никогда не будет много. И дело тут даже не в количестве изданных альбомов, а в самом пространстве, которое эта музыка создает. Робину Стори уже давно удалось открыть портал в собственную вселенную, с нашей планетой имеющую немало точек соприкосновения в архаичном прошлом, но не так много – в настоящем. В этом мире происходит много интересного, и каждый из альбомов Rapoon – это вылазка на территории незнакомого нам ландшафта, путешествие в непривычно изогнутом пространстве-времени. Возможно, когда-то наши миры были единым целым, но в каждый из поворотных моментов человеческой истории мир словно раздваивался. Здесь египтяне построили величественную цивилизацию и сгинули в буре песка и пыли, в другом же мире – здравствуют и поныне. А в каком-то их вообще не было. В мире Rapoon есть техногенная цивилизация, но ее методы кардинально отличаются от наших, машины там больше походят на магические устройства, они встроены в природное окружение и потому не вступают с ним в конфликт. Индустриальный мир Робина разрастается подобно горным кряжам, его звучание величественно и громогласно, но не несет разрушения. При этом явный отпечаток ритуализма лежит на всем, на каждом, казалось бы, повседневном действии. Если в наших реалиях ритуальность действия обычно упрощается со временем до бездумного повторения, в другом варианте развития цивилизации это могло бы быть противоположным. Чем больше осознанности и внимательности вкладывается в действие, тем оно успешнее, и тем гармоничнее оно вписывается в поток реальности. Даже если это просто прогулка по полю субботним вечером, просто представьте.
На этом диске Робин возвращается к чисто аналоговому оборудованию и стилистике своих ранних альбомов – обилие мягкого фонового гула и перкуссии создает вязкое шаманское видение, в котором галлюциногенные узоры и ветки деревьев переплетаются в нескончаемый коридор образов. Впрочем, слышно, что запись новая, даже можно легко представить, что мы вернулись в какой-нибудь из пейзажей альбома Fallen Gods, но с тех пор уже многое успело поменяться. Выросли новые города, пустыни сменили очертания, отголоски прошлого отпечатались на стенах храмов и доносятся из открытых дверей придорожных кафе в качестве ретро-записей. Все кажется знакомым лишь на первый взгляд, но детали обнаруживают целую пропасть значений. Тем не менее, это мир таких же людей как и мы, только развивавшийся по другим сценариям. Он не избежал проблем, это не утопия, но жизнь в нем кипит ярко и увлекательно. Одним словом – экзотика, да только не предназначенная для досуга туристов, а самобытная, интригующая и по-своему опасная. Кто знает, куда вас заведут психоделически-спиральные завихрения звука на этом диске?

club|debil:
Dieses im September 2014 erschiene Album enthält vier Stücke, nur eines davon unter zehn Minuten. Der Opener „A Gallery Of Crows“ verbindet afrikanisch klingende, sehr langsam gespielte Drums und tribalen Gesang mit sphärischen Electronics, die eine mystisch, dunkle Stimmung erzeugen. „Beneath And Beyond“ kommt ohne Rhythmen aus, setzt dafür auf eine Flötenimprovisation und Frauengesang über düsteren Drones. „Upstarts And Sheeps“ wird von einem rhythmischen Loop getragen, der einen Maschinensound erzeugt. Dazu kommen verhallte Drones, denen Akkordeon bzw. eine Posaune als Grundlage gedient haben könnten. „The Heat Beguiles“ klingt am Anfang, als hätte Storey eine afrikanische Stammeszeremonie aufgenommen und durch ein Effektgerät gejagt. Im nächsten Abschnitt wird es etwas „indischer“, zudem setzen hier, wenn auch etwas verhalten die typischen Drums ein inklusive schräger Streicher. Im weiteren Verlauf wirkt das Stück dann wieder ein bisschen afrikanischer, wenn die entsprechenden Drums einsetzen, hinzu kommen Engelschöre und ein entrückter Summgesang.
Alles in allem ein recht abwechslungsreiches Werk, dass die verschiedenen Richtungen – mehr mystisch-ambient bzw. eher tribalistisch – versucht, unter einen Hut zu bringen.